Jesteś tutaj

„Don Bosco”: Wychowanie lubi ciszę

Autor: 
Don Bosco

- Cisza jest przestrzenią, w której dokonuje się refleksja, akt poznania samego siebie i przemiana wewnętrzna. Stąd postulat zastosowania ciszy jako jednej z metod w praktyce pedagogicznej.

W październikowym numerze „Don Bosco” poleca szczególnie teksty: 

O potrzebie ciszy w życiu młodych ludzi. W sytuacji narastającej nerwowości, nadpobudliwości i depresji dzieci i młodzieży potrzebne są planowe działania wychowawcze w szkole i w domu, mające na celu wyciszenie się ludzi młodych. Profesor Teresa Olearczyk proponuje w szkołach wprowadzenie paru minut ciszy, bezruchu, żeby dzieci mogły się skoncentrować przed zajęciami lub przed trudną lekcją.

O młodym aktorze Maćku Musiale, który mówi, że „Poczucie istnienia Boga daje mu wewnętrzny spokój”. Dopiero skończył 20 lat, a na swoim aktorskim koncie ma już kilkanaście ról filmowych. Idol nastolatek, który ogromną popularność zyskał udziałem w serialu „Rodzinka.pl”, otwarcie przyznaje się, że jest praktykującym katolikiem. Za słowami idą czyny. 

O reklamach, które w coraz brutalniejszy sposób manipulacją umysłami dzieci. To nie może być obojętne dla rodziców. 

Jak wychowywać dziewczęta. Kolejna część cyklu poradnikowego dotyczącego najbardziej istotnych elementów katolickiego wychowania dziewcząt. 

Oraz jak co miesiąc: ks. Marek Chmielewski o naukach św. Jana Bosko, opowiadania pedagogiczne słynnego salezjanina ks. Bruno Ferrero, porady szkolnego pedagoga i katechety, felietony Roberta Tekielego i Tomasza Terlikowskiego. 

 

Artykuły w całości

 

Wychowanie lubi ciszę

Z prof. Teresą Olearczyk, pedagogiem, wykładowcą w Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, rozmawia Grażyna Starzak. 

- Słyszałam, że Pani Profesor chce zaproponować kuratorom oświaty, by do szkół wprowadzić kursy… medytacji…

- Myślałam o tym. Chodziłoby mi o wprowadzenie paru minut ciszy, bezruchu, żeby dzieci mogły się skoncentrować przed zajęciami lub przed trudną lekcją. To szczególnie ważne dzisiaj, w sytuacji wszechobecnego chaosu i hałasu. W sytuacji narastającej nerwowości, nadpobudliwości i depresji dzieci i młodzieży potrzebne są planowe działania wychowawcze w szkole i w domu, mające na celu wyciszenie się ludzi młodych. Może to zabrzmi trochę dziwnie, ale wychowanie lubi ciszę. Cisza wyraża się na wiele sposobów: w milczeniu, w kontemplacji, może też przybrać formę medytacji. Każda z tych postaci ciszy pełni specyficzną funkcję w budowaniu relacji społecznych, a także stosunku młodego człowieka do siebie samego. Istota ciszy jest nierozerwalnie związana z potrzebą odkrywania i kształtowania własnej osobowości. Cisza ma swoją głębię, która się ujawnia poprzez uczestnictwo w niej. Może mieć charakter wertykalny, odnoszący się do Boga, i horyzontalny, obejmujący kontakt z ludźmi. Jest subiektywnym, indywidualnym przeżyciem w drodze do doskonałości. Pozwala na odnajdowanie wartości w sobie i aktualizowanie ich w działaniu, dynamizowanie własnego i społecznego życia przez rozwinięcie jakiegoś aspektu świata wartości.  

- W książce „Pedagogia ciszy” dowodzi Pani, że jedną z funkcji milczenia jest dochodzenie do prawdy. Czy są na to jakieś dowody?  

- Są. I to liczne. Pitagorejczycy, na przykład, do prawdy dochodzili długimi latami milczenia i jeżeli zaczynali mówić, ich słowo zyskiwało na sile, wypełniało się wartościowym przekazem. Żyjący w VI wieku p.n.e. Pitagoras założył szkołę, w której kształcił swoich uczniów. Jedną z podstawowych zasad tam panujących była reguła ciszy. Każdemu zaczynającemu naukę w szkole wyznaczono czas – dla każdego inny, w którym  uczniowie pozostawali w ciszy. Wykładów Pitagorasa mogli tylko słuchać. Nie wolno im było o nic pytać, nawet jeśli czegoś nie rozumieli. Nie mogli też niczego komentować. Po wyznaczonym przez Pitagorasa czasie uzyskiwali prawo do komentowania, mówienia, zabierania głosu. Pitagoras tłumaczył potrzebę takiego długiego milczenia faktem, iż kiedy jego uczniowie nie mówili – byli „zmuszeni” myśleć. Mieli czas na przemyślenia, refleksje. To, co jest wypowiedziane – jest zamknięte, skończone, nie można tego zmienić, można już tylko komentować. Zanim wypowie się myśl, należy ją zweryfikować, pomyśleć, czy nie będzie w niej niepotrzebnych słów.

- O ciszy, milczeniu, wiele razy jest mowa w Biblii….

- W Starym Testamencie cisza pełni różnorodne funkcje, które zależne są od pojmowania relacji między Bogiem a człowiekiem. Aby móc usłyszeć Boga i wejść z Nim w relację, ważne jest nie tylko osobiste milczenie człowieka, ale również milczenie całego stworzenia. Biblia mówi również o milczeniu Boga. Na przykład w sytuacjach, kiedy jest zagniewany na człowieka. Właściwą postawą w relacji z Bogiem jest postawa słuchania, która zakłada milczenie. „Słuchaj” to biblijne słowo klucz. Powtarza się aż 1100 razy w Starym Testamencie i 445 razy w Nowym. 

- Problematyka ciszy pojawia się często w muzyce, literaturze, malarstwie, filozofii. Jednakże na gruncie pedagogiki to zagadnienie dotychczas nieznane….

- Pedagogika ciszy bada wpływ i skuteczność ciszy, zarówno w procesie wychowania młodego pokolenia, jak i w procesie samowychowania człowieka. W sytuacji, gdy wzrasta liczba dzieci nadpobudliwych, z zaburzeniami zachowania, depresjami, z poczuciem osamotnienia, warto podjąć rozważania nad rolą i znaczeniem ciszy w życiu człowieka. Narastanie hałasu w przestrzeni życia współczesnego człowieka i ujawnianie się jego skutków, zauważalnych szczególnie w szkole, wymaga pogłębionej i krytycznej analizy. 

- Na jakie pozytywne walory ciszy zwróciłaby Pani jeszcze uwagę?

- Cisza jest przestrzenią, w której dokonuje się refleksja, akt poznania samego siebie i przemiana wewnętrzna. Stąd postulat zastosowania ciszy jako jednej z metod w praktyce pedagogicznej. Proces wychowania związany jest z rozwojem dziecka. Zakłada on osiąganie pewnej harmonii wewnętrznej. Tempo rozwoju, dynamika życia, zaburzony rozwój dzieci i młodzieży stawia nas przed nie lada wyzwaniem, by zjawisko hałasu opanować ciszą. Wnikliwy wychowawca, dostrzegający potrzeby rozwojowe w procesie wzrastania młodego człowieka, z powagą i konsekwencją potraktuje obszar ciszy. Wprowadzenie ciszy do edukacji nie wymaga nadzwyczajnych reform ani nakładów finansowych. Potrzebny jest nauczyciel mistrz, który rozumie istotę ciszy, jej wartość i wie, dlaczego to robi. Poznanie aspektów ciszy, zrozumienie, czym różni się od milczenia, pozwoli na przyjęcie jej także jako metody wychowawczej. 

- W naszych szkołach, zwłaszcza na przerwach, trudno o ciszę. Nie będzie chyba łatwo wytłumaczyć młodym ludziom, jak groźny dla nich może być nadmierny hałas… 

- Słyszałam, że niebawem ma być badane natężenie hałasu w placówkach podlegających małopolskiemu kuratorowi oświaty. Takie badania przeprowadzono już w placówkach oświatowych w innych miastach. W dwóch szkołach podstawowych w Warszawie zainstalowano bezobsługowe stacje monitorowania hałasu. W Łodzi w Szkole Podstawowej nr 162 zainstalowano w klasach I –III „elektroniczne ucho”, urządzenie wyposażone w diody, które informuje uczniów i nauczycieli, że hałas w klasie przekracza bezpieczny dla zdrowia poziom. Uzyskane do tej pory wyniki są alarmujące – ocenił prof. Andrzej Czyżewski z Katedry Systemów Multimedialnych Politechniki Gdańskiej. Hałas podczas przerw dochodził w obu szkołach do 110 decybeli. Taki poziom hałasu powoduje pogorszenie słuchu na kilka godzin. W takiej sytuacji do dziecka nie dociera część informacji przekazywanych przez nauczyciela, co może pogarszać jego koncentrację uwagi i wydajność nauki oraz powodować rozdrażnienie.

Większość ludzi, szczególnie młodych, najczęściej nie uświadamia sobie zagrożeń, jakie niesie ze sobą hałas, przeciążenie informacyjne, brak ciszy i spokoju. Zagrożenia te realnie istnieją i są już dzisiaj zauważalne w zachowaniu dzieci i młodzieży, w poziomie agresji. Objawia się to trudnościami w nauce, odbija na zdrowiu. Jednak negatywne skutki tych zagrożeń mogą też być odroczone w czasie i ujawniać się w przyszłych pokoleniach. Aby temu zapobiec, trzeba niezwłocznie wprowadzać ciszę w proces wychowawczy.  

- W swoich publikacjach sugeruje Pani, że „wychowanie do ciszy” przydałoby się także dorosłym….

- To prawda. Współczesny człowiek coraz bardziej zacieśnia przestrzeń, w jakiej żyje. Zamiast domu czy kamienicy mamy wielkie blokowisko. Nie ma ogrodów i podwórek. Zatłoczone ulice i drogi przesączone są hałasem. Proces transformacji ustrojowej spowodował parcelacje i prywatyzacje przestrzeni. Całe poprzednie pokolenia wychowywały się w parkach i na podwórkach, których dzisiaj architekci nie uwzględniają w swoich planach. Luksusowe apartamentowce odgradzają ludzi od siebie, „odcinają się” z przestrzeni miasta, tworząc przestrzeń „prywatną”, zamykając do niej dostęp innym. Parcelacja przestrzeni miejskiej potęguje hałas, wypierając coraz dalej ciszę. Życie w wielkim mieście wpływa na stan zdrowia i samopoczucia. Zawrotne tempo życia, nieustanny pośpiech, pęd do nie zawsze właściwie pojętego sukcesu, powodują, że zarówno dorośli, jak i dzieci żyją w ciągłym stresie. Nie sposób wychować młodego pokolenia w należytej kondycji psychicznej i dobrym samopoczuciu, bez troski o jego zdrowie. Promując aktywność życiową, zapominamy, że organizm ludzki, zwłaszcza mózg, potrzebuje przemiennie aktywności i wyciszenia. Współczesny człowiek komunikuje się wirtualnie z innymi, ale ma problem ze skomunikowaniem się ze sobą samym, zrozumieniem siebie, sensu swojego działania.

Teresa Olearczyk - prof. nadz. dr hab., kierownik Katedry Pedagogiki Rodziny na Wydziale Psychologii i Nauk Humanistycznych Krakowskiej Akademii im. A.F. Modrzewskiego. Autorka wielu publikacji, m.in. książek: „Prawa dziecka we współczesnej praktyce życia społecznego”, „Wychowawcze funkcjonowanie współczesnej rodziny polskiej”, „Sieroctwo i osamotnienie. Pedagogiczne problemy kryzysu współczesnej rodziny” i innych. 

 

Rodzice jak z reklamy

Grażyna Starzak

Mamy do czynienia z coraz brutalniejszymi sposobami manipulacji człowiekiem za pośrednictwem reklamy. 

Reklamy, obok filmów animowanych, są najbardziej lubianymi i najczęściej oglądanymi przez dzieci elementami programów telewizyjnych. Z badań prowadzonych przez socjologów i pedagogów wynika, że dzieci, zwłaszcza młodsze, niemal bezkrytycznie przyjmują lansowany tam styl życia, polecane produkty, wzory zachowań, wartości. To nie może być obojętne dla dorosłych. A co dopiero dla dzieci, do których coraz częściej są one kierowane. 

Kształtowanie zachowań

Najsilniej oddziałująca na dzieci jest „domowa” odmiana reklamowych przekazów, czyli reklama telewizyjna. Obliczono, iż nasze pociechy, siedząc przed telewizorem średnio 3 godziny dziennie, w ciągu miesiąca oglądają 500–900 spotów reklamowych. Nieprzypadkowo więc reklamy dostosowuje się do gustu dzieci. Są krótkie, mają żywe kolory, proste teksty, zwykle pogodny nastrój. Są tak sugestywne, że pod wpływem reklam dzieci nabierają chęci kupowania rozmaitych produktów i rzeczywiście często je kupują, zwłaszcza to, co niezbyt drogie, jak słodycze, chipsy czy coca-cola. Trudno się więc dziwić, że już co piąte polskie dziecko ma nadwagę. Nie mówiąc o tym, iż jedzone w dużych ilościach słodycze, częste picie gazowanych napojów szkodzi zdrowiu. Rodzice są coraz bardziej tego świadomi. Producenci tych artykułów doskonale wiedzą o tym. Dlatego starają się reklamować je „nie wprost”. 

W jednym z numerów popularnego nowojorskiego dziennika opisano ostatnio, jak Coca-Cola „weszła we współpracę z wpływowymi naukowcami”, którzy w publikacjach medycznych, na różnych konferencjach, poprzez media społecznościowe i reklamę propagują przesłanie, że „aby utrzymać zdrową wagę, trzeba więcej ćwiczyć, a mniej martwić się o ograniczenie kalorii”. W upowszechnieniu tego fałszywego „przekazu” biorą udział dobrze opłacane przez koncerny naukowe autorytety. Tymczasem, jak pisze wspomniana gazeta, prawda jest taka, iż puszka coca-coli zawiera 140 kalorii i prawie 10 łyżeczek cukru. Żeby to spalić trzeba pokonać pieszo 5 km! Nie wszyscy dorośli zdają sobie z tego sprawę. A co dopiero dzieci. 

Lokowanie produktu

Współczesny marketing coraz częściej wykorzystuje mechanizmy psychologiczne, aby budzić zaangażowanie klientów i budować ich lojalność wobec firmy. I to jak najwcześniej, a więc od dzieciństwa. – Producenci różnego rodzaju artykułów dobrze wiedzą, że współczesne dzieci nie tylko same dysponują ogromnymi sumami pieniędzy, ale także w dużym stopniu wpływają na decyzje dotyczące zakupów dorosłych. Dzieci młodsze mają wpływ na zakup zabawek, słodyczy, napojów. Natomiast dzieci starsze są często ekspertami w dziedzinie sprzętu elektronicznego, nowoczesnych gadżetów, a nawet motoryzacji. Żyjemy w czasach, gdzie w wielu dziedzinach rodzice i dzieci zamienili się rolami, jeśli chodzi o to, kto kogo wprowadza w świat – mówi dr Joanna Bierówka z Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, członek Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej i Polskiego Towarzystwa Edukacji Medialnej.

Dr Bierówka zwraca uwagę, że dzieci są odbiorcami przekazów reklamowych, z których większość nie jest przeznaczona dla nich, w tym bardzo obecnie rozpowszechnionego „lokowania produktu”. – Tu szczególnie kontrowersyjne wydają się reklamy leków i suplementów diety, które mają pomóc rozwiązać różne problemy związane z opieką nad dzieckiem i jego wychowaniem. Reklamowane są specyfiki nasenne, pobudzające apetyt lub, przeciwnie, hamujące go czy w końcu stymulujące pracę mózgu w okresie klasyfikacji szkolnej. Jest to odbicie ogólnego trendu we współczesnym społeczeństwie, opisywanego przez socjologów, mianowicie niechęci podejmowania wytężonego wysiłku w celu przełamywania trudności i osiągania celów życiowych i oczekiwania, że znajdzie się specjalista, który zaproponuje cudowny lek, cudowne rozwiązanie, które może być kosztowne, ale działa natychmiast bez nakładu czasu i energii – mówi dr Bierówka.

Inny świat

Specjaliści podkreślają, że przekazy reklamowe budują u dzieci obraz wyidealizowanego świata, który kształtuje ich wyobrażenia i aspiracje. Dostarczają także wzorów pełnienia ról społecznych i budowania relacji międzyludzkich. Wynika z nich, że idealny tata, idealna mama, czyli rodzice „jak z reklamy”, kupują dzieciom wymarzone produkty. A użytkowanie tych produktów gwarantuje przyjemną atmosferę w rodzinie. Reklamy sugerują, że dany produkt może być substytutem uczuć i emocji. Chcesz być blisko ze swoim dzieckiem, chcesz zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa? Kup mu reklamowany właśnie telefon komórkowy. Ten aspekt oddziaływania reklam wydaje się szczególnie ważny.  A jednocześnie kształtowanie przez reklamy stylu życia, stosunków międzyludzkich, aspiracji, samooceny, sposobu przeżywania emocji, okazywania uczuć odbywa się stopniowo, ale skutecznie. Na dodatek trudno to spostrzec. 

– Można sobie postawić pytanie, jakie będą konsekwencje zafundowanego nam przez reklamę i marketing treningu uprzedmiotawiania stosunków międzyludzkich? Oby nie było tak, że dzieci, w przyszłości, zamiast poświęcić starym rodzicom czas, okazać troskę, podjąć wysiłek pielęgnacji – zafundują im raczej ekskluzywne towary i usługi – odmładzające kremy, automatyczne bujane fotele, zapewniające witalność medykamenty, a w ostateczności Dom Pogodnej Jesieni o podwyższonym standardzie. Nie  dlatego, że są bezduszni i małostkowi, lecz dlatego, że tak zostali wychowani – dowodzi dr Joanna Bierówka. 

Rodzina może pomóc

Jak przeciwdziałać negatywnym skutkom reklam? W opinii dr Bierówki potrzebne są regulacje prawne  określające, jakie formy przekazów reklamowych dla dzieci są dozwolone. Zdaje sobie ona jednak sprawę z tego, że twórcy reklam notorycznie obchodzą prawo. Szczególną rolę mają tu do odegrania rodzice. – Rolę trudną i niewdzięczną. Rodzic, ograniczając dostęp do przekazów reklamowych lub odmawiając spełniania odkrytych lub wykreowanych marzeń, niejako „zamyka dziecku drzwi do raju” – mówi obrazowo dr Bierówka. Dając przykład „ruchu oporu rodziców” przeciw reklamie za granicą, postuluje zwrócenie uwagi na „edukację medialną”, a więc potrzebę zaplanowanych działań, których celem jest kształtowanie dojrzałych, świadomych i krytycznych odbiorców wszystkich przekazów – także reklamowych. Edukacji tej – w jej opinii – powinni podlegać zarówno rodzice, wychowawcy, jak i dzieci. Inną kwestią – jej zdaniem – jest kształtowanie „antykomercyjnej postawy”. Budowanie świadomości, że dobra materialne nie stanowią o wartości człowieka. 

Moc reklamy, na szczęście, maleje wraz z wiekiem. – Starsze dzieci – od 8 do 12 lat – zaczynają już różnicować reklamy i próbują je oceniać. Sądy te są jednak powierzchowne i nie dotyczą ściśle sprecyzowanych cech reklamy – zwraca uwagę dr  Paweł Kossowski z Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego, autor badań na temat wpływu reklam na dzieci.    

Potwierdzają to amerykańscy naukowcy, wykazując, że tylko 12 proc. szóstoklasistów wierzy, iż wszystkie hasła reklamowe są zgodne z prawdą zawsze lub w większości przypadków. 

Badania psychologów społecznych, rozwojowych i socjologów wskazują wyraźnie, że reklama nie jest jedynym, a więc i nie decydującym czynnikiem wskazującym kierunek rozwoju społecznego i psychicznego młodego człowieka. Prowadzone od wielu lat badania, choć nie zaniżają, to demistyfikują wpływ reklamy na człowieka, zwracając uwagę na wychowanie jako tarczę obrony i gwaranta wygranej z niepożądanymi skutkami reklamowej manipulacji.

 

Słówko o księdzu Bosko

Anioł Stróż

ks. Marek Chmielewski SDB

Bez większego ryzyka błędu można powiedzieć, że modlitwa do Anioła Stróża była dla większości z nas pierwszą, jakiej nauczyliśmy się na pamięć. 

Tak było także w czasach ks. Bosko. On sam skrzętnie wykorzystywał tą naturalną „otwartość na anioły” w swojej praktyce wychowawczej. Traktował Anioła Stróża bardzo poważnie. Był on dla niego przede wszystkim przejawem Bożej dobroci, wyrazem Opatrzności, która nieustannie czuwa nad człowiekiem i jego życiowymi krokami. „Pan powierzył Cię aniołom, aby cię strzegli – pisał w 1845 r. – i oni na wszystkich drogach będą twoimi stróżami. Ich ręce będą cię podtrzymywać, aby żaden kamień nie uraził twojej stopy. […] Bóg chciał, aby człowiekiem od jego stworzenia opiekował się duch niebieski. Od chwili pojawienia się na świecie jest on dzień i noc pod jego opieką. Opiekuje się nim podczas podróży na drogach, broni go od niebezpieczeństw duszy i ciała, podpowiada mu, co jest dobre i zaprasza, aby szedł za nim. To świadczy o specjalnej godności człowieka, o wielkiej dobroci Boga i stanowi poważne wezwanie, któremu my musimy sprostać”. Świadomy tych prawd ks. Bosko jedną z pierwszych mszy św. po święceniach odprawił przy ołtarzu Anioła Stróża w kościele św. Franciszka z Asyżu przy Konwikcie Kościelnym w Turynie. Doroczne wspomnienie liturgiczne Aniołów Stróżów było dla niego okazją do organizowania uroczystej celebracji i dziękczynienia Bogu. Pozdrawiał Anioła Stróża i wzywał go, odmawiając kilkakrotnie w ciągu dnia modlitwę „Aniele Boży, pomóż mi!”. Przy tej okazji powierzał swojemu Aniołowi Stróżowi siebie i swoich wychowanków. Ks. Bosko był przekonany, że Boża Opatrzność przez Anioła Stróża kieruje jego życiem. Pisał w broszurce poświęconej aniołom, wspominając bł. Joannę od Krzyża – że Anioł Stróż, podobnie jak tej czcigodnej zakonnicy, ukazuje mu defekty innych i podpowiada mu, jak je mogą korygować. Przejawem działania anielskiego w jego życiu miały być też jego liczne sny i wizje, którymi dzielił się ze swoim otoczeniem. Był nim też tajemniczy pies „Griggio”, który od 1854 do 1866 czuwał nad nim nieustannie. Święty mówił, że to sam jego Anioł Stróż  posługiwał się takim przebraniem. 

Ks. Bosko przekazywał te prawdy innym. W sierpniu 1844 r. podczas spowiedzi ks. Bosko zachęcił żonę ambasadora Portugalii, aby przed czekającą ją podróżą poprosiła o wsparcie i opiekę swego Anioła Stróża. Kobieta uczyniła to dopiero wtedy, gdy spłoszone konie wiozącego ją dyliżansu gnały bez opamiętania w przepaść. Wezwany Anioł Stróż uspokoił rozpędzony zaprzęg. Aniołów Stróżów pełne były jego słówka, konferencje i kazania. Pod ich wpływem jeden z wychowanków, pracujących na budowie, ocalił swoje życie. Kiedy złamały się deski utrzymującego rusztowania, wraz z trzema kolegami spadał  z wysokości. Wtedy przypomniał sobie, że ks. Bosko polecał w tragedii wzywać Anioła Stróża. „Aniele Stróżu, pomóż mi!”. Tylko on wyszedł bez szwanku z tego tragicznego upadku.  

Ks. Bosko nie byłby sobą, gdyby z nabożeństwa do Anioła Stróża nie uczynił narzędzia wychowania młodzieży. W tym celu w 1845 r. opublikował książeczkę „Czciciel Anioła Stróża”. Na 72 stronach tłumaczył czytelnikom, dlaczego powinni zabiegać o opiekę Anioła Stróża. Pisał o dobroci Boga, który powierzył nas aniołom, o miłości aniołów do nas, o pomocy aniołów (w modlitwie, w pokusach, niepokojach, w śmierci, na sądzie Bożym, w czyśćcu), o wrażliwości aniołów na grzeszników, o naszej miłości do aniołów. Ukazywał też praktyczne sposoby oddawania czci i wdzięczności Bogu za opiekę aniołów: Codzienna modlitwa „Aniele Boży”, zaproszenie Anioła Stróża, aby nawiedzał z nami Najświętszy Sakrament, podziękowania Aniołowi Stróżowi za odniesione sukcesy, ofiarowania dnia i modlitwy Bogu przez ręce Anioła Stróża, modlitwa do Anioła Stróża w pokusach, z prośbą o wierność w obyczajach, o obronę przed złym towarzystwem, o dobrą śmierć, za dusze w czyśćcu, modlitwa Anioł Pański. W święto Anioła Stróża polecał spowiedź, komunię św. i pełną ufności modlitwę. Przypominał czytelnikom, że specjalnymi dniami modlitwy do Anioła Stróża są: każdy wtorek, każdy pierwszy dzień miesiąca i własny dzień urodzin. Publikację ks. Bosko kończył spis przywilejów duchowych dla czcicieli Aniołów Stróżów należących do Towarzystwa Anioła Stróża przy kościele św. Franciszka z Asyżu i hymn do Anioła Stróża. Nuty, z zasłyszanej pieśni robotników, zapisał sam ks. Bosko. Tekst napisał jego przyjaciel, pisarz Silvio Pellico.