Jesteś tutaj

Pieśni maryjne na gitarę w wykonaniu Patryka Filipowicza

Autor: 
Bosko.pl

Popularne pieśni maryjne w wersjach instrumentalnych na gitarę zawiera najnowsza płyta Patryka Filipowicza. Album zatytułowany Dróżki pokory to druga solowa płyta gitarzysty, którego mogliśmy poznać między innymi z oryginalnych interpretacji tradycyjnych polskich pieśni wielkopostnych i pasyjnych.

Tym razem na krążku znalazło się 11 popularnych pieśni maryjnych w większości polskich autorów. Muzyk posługuje się techniką gry zwaną fingerstyle, pozwala ona na swobodne prowadzenie kilku głosów na gitarze, dzięki czemu otrzymujemy wrażenie gry kilku instrumentów jednocześnie. Płytę promuje teledysk zrealizowany do pieśni Czarna Madonno

Bosko.pl: Dlaczego pieśni maryjne?

Patryk Filipowicz: Jest to naturalna konsekwencja większego przedsięwzięcia muzycznego, jakiego podjąłem się ponad roku temu, gdy zacząłem opracowywać gitarowe aranżacje pieśni religijnych. Tematyka maryjna jest mi bliska, ale musiałem do niej dojrzeć. Pewnego dnia otrzymałem telefon i zaproponowano mi koncert zawierający taki program. I to był bodziec, żeby dokończyć materiał, bo kilka aranżacji pieśni maryjnych miałem opracowanych wcześniej.

Pieśni maryjnych jest bardzo wiele. Czym się kierowałeś przy wyborze właśnie tych jedenastu?   

Te utwory, od kiedy pierwszy raz je usłyszałem, zawsze mi towarzyszą. Na przykład w Była cicha i piękna jak wiosna przemawiają do mnie szczególnie słowa „Matka, która wszystko rozumie”, a w Czarnej Madonnie piękna melodia. Pieśń Matko Najświętsza wybrałem ze względu na przejmujący tekst oraz interpretację chóralną Henryka Mikołaja Góreckiego, która mnie bardzo ujęła. Staram się „śpiewać” gitarą, więc wybrałem melodie, które pozwalały mi przeżyć daną pieśń. 

Czy do pracy wybierałeś jakieś specjalne miejsca? 

Aranżacje najczęściej rodziły się na spacerze, po prostu chodziłem i nuciłem. Potem wracałem do domu i to, co było mi najbliższe, starałem się „zanucić” na gitarze. To jest mój ulubiony sposób pracy.

Do spacerów w jakimś sensie nawiązuje tytuł płyty Dróżki pokory...

Dwa tygodnie zastanawiałem się nad tytułem płyty, ponieważ musiałem dojrzeć do pieśni maryjnych i kultu Maryi, do zrozumienia pokory i cichości Maryi. Dróżki, czyli wędrówka, ruch, bo i my jesteśmy w ciągłym ruchu. Pokora wskazuje na styl życia Maryi, dlatego oddając Jej cześć, pochwalam tym samym styl jej życia.  Jeśli mam problem z relacją do Maryi, to znaczy, że mam problem z pokorą. Płyta jest także oddaniem szacunku tzw. prostej religijności. 

Moim problemem jest męskie i gwałtowne serce. W trakcie pracy nad płytą największy wysiłek włożyłem właśnie w oddanie cichości i ufności, z jaką Maryja w pokorze przyjmowała wolę Boga. W naturalny sposób w muzyce łączę gwałtowność z łagodnością i wyzwaniem były dla mnie często spotykane w melodiach maryjnych kołyszące walczyki.

Czy z tego punktu widzenia któraś z melodii rzuciła szczególne wyzwanie?

Jak szczęśliwa Polska cała – ze względu na zróżnicowanie. Otwiera ją podhalański zaśpiew, następnie starałem się oddać polską romantyczną melancholijność oraz – za pomocą wplatania dźwięków bliższych estetyce jazzowej – współczesny obraz Polski.

Tytuł płyty oraz tytuły pieśni są w dwóch językach. Angielski nikogo by nie zdziwił, ale esperanto?

Ten język zawsze mi się podobał. Na płycie wykorzystałem go w znaczeniu symbolicznym, ponieważ esperanto sprawia, że każdy z rozmówców ma szansę w nim odnaleźć swój własny język, bo to język, który nie wartościuje. Ciekawostką jest, że tekst Czarnej Madonny trafił na forum esperantystów i dzięki temu mogli go poznać ludzie z różnych krajów.

Mieliśmy pieśni wielkopostne, teraz mamy maryjne, a co w najbliższych planach zapowiadanego cyklu?

Kolędy.

Już teraz na nie czekamy. Dziękujemy za rozmowę.