Jesteś tutaj

Jezus wzorem i źródłem mocy dla mężczyzny

Autor: 
Homo Dei

Autor, członek Komisji Episkopatu do spraw Rodziny, a także mąż, ojciec i dziadek, przekonuje, że najlepszym sposobem na zaradzenie kryzysowi małżeństwa i rodziny jest ukazywanie Jezusa jako wzoru męskości.

Nie ma już dziś w zasadzie wątpliwości, że narastający kryzys małżeństwa i rodziny ma u swych podstaw kryzys męskości. Autor, członek Komisji Episkopatu do spraw Rodziny, a także mąż, ojciec i dziadek, przekonuje, że najlepszym sposobem na zaradzenie mu jest ukazywanie Jezusa jako wzoru męskości w każdej sferze życia; wzoru, z którym mogliby się utożsamić także dzisiejsi mężczyźni, by stać się odważnymi, walecznymi, bezkompromisowymi, ofiarnymi i kochającymi mężami i ojcami, prawdziwymi podporami swoich rodzin i ich przewodnikami w drodze do Boga. Pokazuje także, co słowo Boże przynosi w kwestii rozumienia istoty męskości w małżeństwie i w ojcostwie, otwierając nowe perspektywy ich rozumienia i szanse odnowienia.

Mieczysław Guzewicz (ur. 1959) studiował na wydziałach teologicznych w Poznaniu i Wrocławiu. Habilitował się w 2011 roku. Jest konsultorem Rady ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski i członkiem Rady Duszpasterskiej Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej. Autor licznych artykułów naukowych i książek, m.in. Zasady wychowania w Piśmie Świętym, Wrocław 2010; Oswojeni z cierpieniem. Od Abrahama do Maryi, Częstochowa 2012; Jak być dobrym ojcem? Biblijne podpowiedzi, Poznań 2011; Małżeństwo na krawędzi, Poznań 2011. Żonaty, ojciec trojga dzieci.

* * *

Mieczysław Guzewicz, Jezus wzorem i źródłem mocy dla mężczyzny, Wydawnictwo Homo Dei, Kraków 2015, stron 184

 

fragment książki

Wstęp

Bardzo kocham moją żonę Jolę i nie usta­ję w dziękczynieniu Bogu, że kiedyś, wiele lat temu dostrzegłem ją na peronie stacji kolejowej we Wschowie. Oboje dojeżdżaliśmy do szkół ponadpodstawowych w Głogowie, ja do klasy trzeciej, Jola do pierwszej. Nasza znajomość roz­wijała się stopniowo. Piękne uczucie zakochania przeszło w miłość, która zaowocowała małżeń­stwem i rodzicielstwem. Kocham nasze dwie cór­ki, syna, synową, kocham moją mamę, teściową. Szczególne uczucia wiążą mnie z Najświętszą Pa­nienką. Kiedy przebywam w kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze, nie mogę oderwać oczu od Ikony i czas się dla mnie zatrzymuje. Maryja jest kobietą, bez której obecności nie wyobrażam sobie życia. Wymieniam najważniejsze kobiety w moim życiu, mając w pamięci także te: wspa­niałe moje nauczycielki, dyrektorki szkół, w któ­rych pracowałem, koleżanki, panie poznane na wielu rekolekcjach, w wielu parafiach, w których przebywałem, ofiarne doradczynie życia rodzinnego, panie ze Stowarzyszenia Szkół Katolickich, z Violettą i Marią na czele. Nie mam wątpliwości, że w zróżnicowaniu płciowym odzwierciedla się w bardzo dużym stopniu Boży geniusz. W swoim dotychczasowym życiu miałem okazję przebywać w wielu środowiskach typowo męskich, niema­jących bezpośredniego kontaktu z przedstawi­cielkami płci przeciwnej, i nie mam wątpliwości, że najważniejszą częścią piękna tego świata jest właśnie ta płeć. Jednak sam jestem mężczyzną – to fakt oczywisty i niezmienny. I najbardziej za to Bogu dziękuję. Twierdzę, że nic wspanialszego nie mogło mnie spotkać. Bycie mężczyzną to nie­zwykła przygoda, to możliwość realizacji niesa­mowitej ilości przemyślanych działań, w małym stopniu zdeterminowanych uczuciami i emocja­mi. To doświadczanie swojej dzikości, drapieżno­ści, wolności, szczególnie w bliskości przyrody, w lesie, nad jeziorem, w górach, na polach po­śród zbóż falujących pod wpływem delikatnego wiatru. Dla kobiet siedzenie na pomoście z węd­ką i wpatrywanie się w spławik to zajęcie głupie, dla nas oznacza przede wszystkim zapach wody, muśnięcia wiatru, szelest sitowia, widok dzikich kaczek, upajanie się wolnością, czerpanie z prze­strzeni, ładowanie akumulatorów. Ale największa wartość męskości wyraża się dla mnie właśnie w tym, że mogę w pełni zachwycać się kobieco­ścią, trwać w urzeczeniu, adorować, wielbić Boga za dzieło stworzenia. To właśnie moja męskość pozwala mi w pełni doświadczać obecności Joli obok mnie i rozumieć, jak uboga byłaby moja egzystencja bez niej, jak niewiele z istoty wszech­świata bym pojmował, jak mało rzeczy by mnie cieszyło, jak szybko straciłbym poczucie sensu życia jako mężczyzna. A największą wartością męskości jest to, że mogę mieć tak niesamowite relacje z Jezusem. Przebywanie w Jego bliskości jest dla mnie szczególnie ważnym doświadcze­niem. Gdybym nie był mężczyzną, nigdy nie mógłbym zrozumieć życia, słów, misji Nauczy­ciela z Nazaretu w takim wymiarze. Jezus to męż­czyzna i moje postrzeganie Jego dzieła dokonuje się przez pryzmat męskości. To stwierdzenie jest oczywiście subiektywne, ale ja tak to czuję, jest to dla mnie niezwykle istotne i chcę w tym trwać. 

Pragnienie stworzenia takiego opracowania towarzyszyło mi od wielu lat. Jeszcze za życia św. Jana Pawła II dostrzegłem taki intrygujący szcze­gół: nasz wielki rodak napisał List do biskupów (1980), List do osób konsekrowanych należących do wspólnot zakonnych i świeckich instytucji z okazji Roku Maryjnego (1988); List do młodych (1985), List do Rodzin (1994), List do dzieci (1994), List do kobiet (1995), List do artystów (1999), List do osób w podeszłym wieku (1999), wreszcie 24 listy do kapłanów z okazji Wielkiego Czwartku. Nie napisał jednak Listu do mężczyzn. Jest to dla mnie tajemnicą. Kiedyś mnie poprawiono, mówiąc, że opublikował przecież adhortację o św. Józefie Re­demptoris Custos, i że można ją uznać za taki list do nas. Nie zgadzam się. Zauważmy, że adhorta­cja to oficjalny dokument papieski, zawierający odniesienia do ważnych wydarzeń, osób, często podsumowujący wcześniejszy synod. Natomiast Jan Paweł II wprowadził dodatkową formę wy­powiedzi w postaci listów adresowanych do po­szczególnych stanów i grup. Jest to coś zupełnie innego, literacko i tematycznie. Redemptoris Cu­stos to nie jest tekst pisany do św. Józefa, tylko o nim, o jego życiu, misji, dziele, którego doko­nał. Nie przeczę, że bardzo wartościowy i osobi­ście niezmiernie przeze mnie ukochany. Jednak wymienione listy są do konkretnych grup osób. Bardzo dobrze znana jest adhortacja na temat ro­dziny Familiaris consortio, a jednak osobno po­wstał również List do Rodzin.

Św. Jan Paweł II zostawił nas z tym proble­mem. Poprzez tę publikację chcę więc zapocząt­kować jakieś systematyczne nauczanie skierowa­ne do mężczyzn w Kościele katolickim, ponieważ go brakuje, a jest bardzo potrzebne. W ostatnich kilkudziesięciu latach w spojrzeniu na społeczeń­stwo widać rosnące znaczenie kobiety. Jest to za­pewne efekt działań wszelkich ruchów femini­stycznych, ale też chęć wynagrodzenia kobietom wielu zaniedbań wobec nich na wcześniejszych etapach rozwoju cywilizacyjnego. W obrębie Kościoła powstała nawet teologia feministycz­na, która zaowocowała wieloma publikacjami1. W jednej z nich znajdujemy nawet stwierdzenie, że „w sferze religijnej to kobieta jest płcią silniej­szą”2. Niestety, jednocześnie zaniechano ukazy­wania roli mężczyzny, być może uznając, że jest ona w jakiś naturalny sposób dobrze rozumiana przez wszystkich. Tak jednak nie jest. 

W części głównej niniejszego opracowania rozwinę temat wyjątkowości wzoru, jakim dys­ponujemy w drodze rozwoju swojej męskości – jest nim oczywiście Jezus. Pokażę także, co jeszcze możemy czerpać ze słowa Bożego w kwe­stii rozumienia istoty męskości w małżeństwie i w ojcostwie.

(...)

Jezus wypędza złe duchy

Niezależnie od wielkiej liczby różnych cu­dów, Jezus nie waha się zademonstrować swojej Boskiej mocy również poprzez panowanie nad demonami. Ewangelie ukazują 15 takich przy­padków, dla przykładu: „Wtedy przyprowadzo­no do Niego opętanego, który był niewidomy i niemy. A On go uzdrowił, tak że przemówił i zaczął mówić” (Mt 12, 22); „I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzuca­jąc demony” (Mk 1, 39). 

Jezus ma nad złymi duchami pełną władzę: rozkazuje, wydaje polecenia, a one Go słuchają, bo zdają sobie sprawę z tego, kim On jest i jaką ma moc.

Uwalnianie opętanych, wypędzanie złych duchów oznaczało podejmowanie z nimi walki, prowadzenie wojny – „Przyszedłeś tu przed cza­sem dręczyć nas?” (Mt 8, 29). Takie zachowanie jest istotne dla każdego mężczyzny. Konieczno­ścią dla nas staje się walka z szatanem. Jest on odwiecznym wrogiem, który dziś szczególnie atakuje i niszczy małżeństwa i rodziny. Św. Piotr pisze: „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!” (1 P 5, 8–9). 

Naturą szatana jest ofensywa. Jest on bardzo dobrze wyszkolonym wojownikiem, krąży ciągle obok swojej potencjalnej ofiary, a więc każdego z nas, szuka słabego punktu, zawsze gotowy do napaści. Atakuje, chcąc pożreć; nie zaszkodzić, osłabić, tylko zniszczyć, unicestwić. Trzeba nie lada czujności i umiejętności, aby podjąć z nim walkę i obronić się. Jak to robić? Dużo podpo­wiedzi znajdujemy u św. Pawła: 

Dlatego weźcie na siebie pełną zbro­ję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. Stańcie więc do walki, przepa­sawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość głoszenia dobrej nowiny o pokoju. W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże – wśród wszelakiej modli­twy i błagania. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu! (Ef 6, 13–18).

Apostoł używa tu bardzo ładnego i przema­wiającego do wyobraźni obrazu rycerza. Jest on w pełni gotowy do walki, ma pancerz, od­powiednie buty, hełm, tarczę i miecz. Mocno chcę podkreślić, że miecz w symbolice biblijnej oznacza słowo Boże. Jak wiemy, jest to najważ­niejszy element wyposażenia wojownika. I zno­wu powtórzę: jakoś nie mogę sobie wyobrazić tak ubranej kobiety – ale też nie muszę. To na­sze zadanie, panowie, zbrojnie stawiać czoła przeciwnikowi. Oczekiwania wobec nas, mę­żów i ojców, są właśnie takie: mamy zapewnić poczucie bezpieczeństwa naszym najbliższym. Oni mają prawo tego od nas oczekiwać, a my mamy obowiązek im to zapewnić!

Pole bitwy jest wielkie: od zagrożeń dla naszych dzieci, przez ataki spadające na małżeństwo, jego piękno i nierozerwalność, po te bezpośrednio wymierzone w mężczyzn. Najistotniejsze płasz­czyzny tej walki to: pornografia, antykoncepcja, in vitro i aborcja. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby mężczyźni rozumieli istotę swego powołania i oczekiwania Boga wobec nich. Wspomnieć też trzeba o uderzeniach wymierzonych w sferę duchową małżeństwa i rodziny. To mężczyźni mają czuwać nad regularnością praktyk, spowie­dzi, modlitwą małżeńską, stanem ducha dzieci. Jest to wielka walka, wręcz wojna, która zakończy się w chwili naszej śmierci. 

W przypadku Jezusa walka z szatanem była bezwzględna, bezkompromisowa, na śmierć i ży­cie – w pełnym znaczeniu tego słowa. W wymia­rze ludzkim wydawało się, że zwycięstwo odniósł on, odwieczny przeciwnik. Jezus cierpiał okrutne męki i umarł na krzyżu, a sprawili to konkretni lu­dzie, bez wątpienia ogarnięci ciemnością. Jednak to Pan ostatecznie zwyciężył, zmartwychwstając, i dał nam zapewnienie, że my także, dzięki Bożej łasce i mocy, możemy wygrać w każdej potyczce ze złym. Walka ta trwa od początku historii zba­wienia do końca dziejów, a w jej przebieg angażo­wać się mamy właśnie my, mężczyźni. 

Jest to bardzo intrygujące i wymowne, że w Biblii ok. 1000 razy występują słowa: walka, walczyć, wojownik, wojna. Nie ma wątpliwości, że słowo Boże pełne jest obrazów bojów i po­tyczek, nieraz bardzo realistycznie opisanych, z niemałą ilością krwi i ludzkich członków. Wie­lu pewnie myśli, że takie sceny występują głównie w Starym Testamencie, ale i Nowy Testament ma ich również sporo. Kilka z nich przywołam, ponieważ są bardzo istotne w kontekście naszych rozważań:

Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świa­ta tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich (Ef 6, 12);

Wam bowiem z łaski dane jest to dla Chry­stusa: nie tylko w Niego wierzyć, ale i dla Niego cierpieć, skoro toczycie tę samą walkę, jaką u mnie widzieliście, a o jakiej u mnie teraz słyszycie (Fl 1, 29–30);

Walcz w dobrych zawodach o wiarę, zdo­bądź życie wieczne: do niego zostałeś po­wołany i o nim złożyłeś dobre wyznanie wobec wielu świadków (1 Tm 6, 12);

Weź udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa! (2 Tm 2, 3).

Po wejściu szatana na arenę historii zbawie­nia rozprzestrzenianie się dobra, pierwiastków królestwa Bożego napotyka przeszkody i opory, wywołuje sprzeciw i nienawiść. Zwycięstwo jest przesądzone, ale bój będzie się toczył do końca dziejów. 

Z męską naturą nierozerwalnie łączy się wal­ka. Jesteśmy do niej predysponowani i odpo­wiednio uzdolnieni. Agresja i podejmowanie ry­zyka, siła i wytrwałość, przebiegłość i bystrość, brawura i odwaga, odporność na długotrwa­ły wysiłek i orientacja w terenie – to wszystko męskie cechy ułatwiające nam toczenie walk. Rzecz jasna, absolutnie nie pochwalam konflik­tów zbrojnych, najazdów i podbojów. Zawsze jest to wielkie zło, nakręcające spiralę okrucień­stwa. Chodzi mi o wskazanie, że męska natura jest Bogu bardzo potrzebna właśnie do walki z przeciwnikiem dusz. Gdzie zatem, w jakich przestrzeniach naszego życia mamy odważnie stawiać mu czoła?