Jesteś tutaj

Odcienie zła, odcienie dobra

recenzja filmu "Sprawiedliwy"
Autor:

Film Sprawiedliwy pokazuje, że zło nie ma jednego imienia, tak samo jak dobro. Są mniej i bardziej źli, są też dobrzy, są prawie święci. I choć w tle toczy się bezsensowna wojna, to dobro zdaje się już zwyciężać.

Wydawałoby się, że kinematografia opowiedziała już wszystkie możliwe historie o Holokauście. Pisałam o tym przy okazji recenzji W ciemności Agnieszki Holland. Mamy rok 2016 i kolejną produkcję dotykającą tego ważkiego tematu. Kolejną, ale zupełnie inną. Współtwórca Jasminum i Róży Michał Szczerbic zaproponował narrację, która odpowiada na Pokłosie Pasikowskiego, pokazując, że Polaków w czasie okupacji hitlerowskiej było stać na bohaterstwo, a ich postawa nie była wyjątkiem od reguły.

Film Sprawiedliwy przedstawia historię 6-letniej Hani (Ewelina Zawistowska), Żydówki, która zostaje ocalona podczas marszu na pewną śmierć. Jej matka oddaje ją Polakom, wiedząc, że tylko tak może zachować córkę przy życiu. Małżeństwo Jana (Jan Wieczorkowski) i Anastazji (Urszula Grabowska) przygarnia dziecko do siebie, choć oboje dobrze wiedzą, że ukrywanie Żydów grozi śmiercią. Hania przekazywana jest z rąk do rąk, otrzymując od obcych ludzi namiastki miłości i rodzinnego ciepła. Bardzo szybko zaprzyjaźnia się z Pajtkiem (Jacek Braciak), miejscowym dziwakiem, który robi wszystko, aby dziewczynka mogła choć trochę zaznać normalnego dzieciństwa, pomiędzy jedną a drugą kryjówką.

Filmowa opowieść głównej bohaterki rozgrywa się w jednej z polskich wsi na dwóch płaszczyznach czasowych: okresu wojny oraz lat powojennych. Z Izraela do „przeklętej ziemi”, Polski, wraca już dojrzała Hania, by zadośćuczynić swoim opiekunom i uhonorować ich Medalem Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata, a, jak się okaże w trakcie pobytu, by poznać wypartą z pamięci swoją przeszłość. Dziewczyna, wychowywana po wojnie w kibucu, nosi w sobie nie tylko lęki z dzieciństwa, ale także nawarstwione braki w kontaktach społecznych i emocjonalnych. Dopiero kontakt ze swoimi wybawicielami, wsłuchanie się w fakty wcześniej niewypowiedziane, sprawia, że Hania się odmienia.

Obie narracje opowiadane naprzemiennie bardzo dobrze się ze sobą splatają. Retrospekcje wkraczają w filmową teraźniejszość, a teraźniejszość dopomina się wspomnień. Fabuła przybliża historię zwykłych-niezwykłych ludzi, którzy z silnego przekonania lub ze zwykłej przyzwoitości nie przystali na zło. To nie znaczy, że film jest tylko o nich. Sprawiedliwy pokazuje całą paletę odcieni jasnych i ciemnych charakterów. Zło nie ma jednego imienia, tak samo jak dobro. Są mniej i bardziej źli, są też dobrzy, są prawie święci. I choć w tle toczy się bezsensowna wojna, to dobro zdaje się już zwyciężać.

Film uważam za naprawdę udany i godny polecenia, nie tylko ze względu na scenariusz, napisany w pewnej części przez samo życie. Niebanalne postaci grane przez wyśmienitych aktorów (Jacek Barciak, Maja Komorowska, Olgierd Łukaszewicz i inni) pokazują różnorodność ludzkich charakterów i postaw moralnych, nawet w tak kameralnej przestrzeni, jaka została zarysowana okiem kamery. Na szczególne wyróżnienie, wydaje mi się, zasługuje rola Dziuni grana przez Katarzynę Dąbrowską. Mam nadzieję, że wspaniała gra aktorska, głos oraz uroda zostaną docenione na festiwalach.

Szczególnie przemówiła do mnie także ścieżka dźwiękowa filmu. W znacznej mierze retrospekcje wypełnia żydowska muzyka, ta tęskniąca i dobroduszna, jeszcze rodem ze Skrzypka na dachu. Efemeryczne dźwięki muzyki ulatują w filmie niczym żydowskie dusze pozbawione przez oprawców ciał.

Film naprawdę polecam i dziwię się jednocześnie, że grają go tylko w studyjnych kinach.

 

* * *

Sprawiedliwy, reż. M. Szczerbic, Polska 2015.