Jesteś tutaj

Film o świętym zwanym Bratem Miotłą

Film spodobał mi się. Doceniam w szczególności starą szkołę aktorską, gdzie aktorzy starali się swoją mimiką twarzy, czasem zbyt przejaskrawioną, oddać emocje i nastroje poszczególnych scen.

 

Św. Jan XXIII powiedział kiedyś, iż można być świętym z pastorałem w ręku, ale równie dobrze można nim zostać, mając w ręku miotłę. Chociaż te słowa dotyczą postaci św. Marcina de Porresa, zwanego właśnie Bratem Miotłą, można uznać, iż jest to ogólniejsze stwierdzenie.

Św. Marcin de Porres to niezwykle ciekawa postać. Urodził się i żył w Limie na przełomie XVI i XVII wieku. Rodzicami przyszłego świętego byli hiszpański rycerz i jego czarnoskóra służąca. Ponieważ Marcin był Mulatem, musiał znosić bardzo często przykrości ze strony innych dzieci, a także mieszkańców miasta. Od dziecięcych lat był zatroskany o ubogich i cierpiących, świadcząc im miłosierdzie i pomagając wielokrotnie ponad miarę. Po odbyciu stosownego wykształcenia, opłaconego przez ojca, który ostatecznie uznał swoje nieślubne dzieci, Marcin de Porres wstępuje do zakonu dominikańskiego w Limie. Tam zostaje bratem zakonnym i zostaje oddelegowany do drobnych posług, m.in. do zamiatania i sprzątania zakonu. Właśnie dlatego został nazwany Bratem Miotłą. Był prostym i bardzo oddanym człowiekiem, bardzo szybko zasłynął z daru czynienia cudów: bilokacji, uzdrawiania, a nawet rozmnażania żywności czy znajomości serc ludzkich. Umarł w opinii świętości 3 listopada 1639 r. Prawie dwieście lat później został beatyfikowany, zaś św. Jan XXIII kanonizował go w 1962 r.

Film Ramona Torrado z 1961 r. pt. „Brat Miotła” wydany w serii „Ludzie Boga. Perły klasyki kina religijnego” przedstawia najważniejsze wydarzenia z życia św. Marcina de Porresa. Od razu powiem, że film spodobał mi się. Doceniam w szczególności starą szkołę aktorską, gdzie aktorzy starali się swoją mimiką twarzy, czasem zbyt przejaskrawioną, oddać emocje i nastroje poszczególnych scen. Rene Munoz w roli głównej sprawdził się doskonale. Esther Zulema jako matka Ana Velazquez czy Alfredo Mayo jako ojciec Marcina również świetnie zagrali. Obecnie te nazwiska nic nam nie mówią, lecz w Meksyku i w Ameryce Południowej to dosyć znani aktorzy. Brak zaawansowanej techniki czy komputerów do przedstawiania cudownych zdarzeń nie były przeszkodą w ich ukazywaniu. Spodobał mi się moment zaciemnienia celi świętego, gdy ukrywali się w niej dwaj zbiegowie błagający o pomoc. Myślę, że brak techniki w tym filmie jest nawet zaletą, gdyż pozwala skupić się na postaci świętego, na ludziach i ich postawach. Warto obejrzeć ten film, a ja go polecam.

*  *  *

Św. Marcin de Porres. Brat Miotła, reż. Ramon Torrado, 1961 r., czas: 101 min. Film czarno-biały. Wyk. Rene Munoz, Esther Zulema, Alfredo Mayo. Seria: Ludzie Boga. Perły Klasyki Kina Religijnego.