Jesteś tutaj

Mała Soubirous

recenzja filmu "Bernadetta. Cud w Lourdes"
Autor:

Filmowa Bernadetta zdaje się jednocześnie z tego i nie z tego świata – jest zadziorną dziewczyną z temperamentem, zarazem pełną subtelności i dobroduszności anioła.

W kinach coraz częściej pojawiają się filmy z tzw. nurtu religijnego. Niestety wiele z tych produkcji nie może poszczycić się jakością typowo komercyjnych produkcji. Braki w budżecie, kiepski scenariusz, niewiarygodne postaci – to moim zdaniem główne zarzuty kina z misją ewangelizacyjną. Czasem jednak pojawiają się produkcje, które z pełnym przekonaniem mogę polecić znajomym, także tym, którzy są na bakier z Kościołem. Takim filmem jest Bernadetta. Cud w Lourdes w reżyserii Jeana Sagolsa, od niedawna dystrybuowany w Polsce na DVD przez Wydawnictwo Rafael.

Pierwszy raz film zobaczyłam w kinie i od razu pomyślałam sobie, że z wielką chęcią zobaczę go jeszcze raz. Niestety projekcje Bernadetty odbyły się w moim mieście dosłownie tylko kilka razy i to jeszcze w godzinach, kiedy normalni ludzie zajmują się czymś produktywnym. Ku mojej wielkiej radości ukazała się niedawno wersja płytowa, którą chcę zarekomendować jako dobry prezent dla siebie i bliskich. Muszę przyznać, że jestem miłośniczką filmów kostiumowych, dlatego postaram się znaleźć kilka innych argumentów na „tak”, dla tych, którzy niekoniecznie odnajdują się w strojach z epoki. Najpierw jednak kilka słów o samej stylizacji. Film Bernadetta. Cud w Lourdes jest po prostu dobrze zrobiony pod względem estetycznym. Dopracowana scenografia i kostiumy, trafnie dobrani aktorzy powodują, że już od początkowej sceny widz wchodzi w filmowe tu i teraz. Zdjęcia do filmu pełne malowniczych obrazów, barwne stroje z epoki i ciekawe kadry cieszą oko przez całą – prawie dwugodzinną – projekcję.

Film urzekł mnie kompleksowo, zarówno w formie, jak i w treści. Scenariusz, bazujący głównie na spisanych przez ojca Laurentina wspomnieniach, zawiera autentyczne, wcale nie tak cukierkowe dialogi. Przedstawiona w filmie historia niezwykłych spotkań małej Soubirous z Matką Bożą ujmuje dobrze nie tylko religijne, pełne ekstazy przeżycia wizjonerki, ale także cały kontekst społeczny ówczesnej Francji. Racjonalistyczny duch XIX-wiecznego Zachodu usilnie próbuje zwalczyć metafizykę, lecz ta rośnie w siłę dzięki coraz liczniejszym cudom przy grocie w Massabielle. Ścieranie się tych dwóch światów dynamizuje akcję, a także ujawnia złożoność różnych postaw. Ciekawą postacią wydaje mi się dziennikarz paryskiej gazety, który jako reprezentant racjonalnego świata przyjeżdża do Louredes, by przyjrzeć się bliżej nadzwyczajnym zdarzeniom w grocie. Choć jego misją było z założenia ośmieszenie wiejskiej ciemnoty, to obecność na prowincji i poznanie małej wizjonerki stopniowo zaczęły przemieniać jego serce.

Na szczególną uwagę zasługuje odtwórczyni głównej roli, w którą wcieliła się Katia Miran. Ta debiutująca na ekranie aktorka znakomicie odnalazła się jako nastoletnia Bernadetta. Urzekła mnie swoją nietuzinkową urodą oraz głębią spojrzenia. Muszę przyznać, że twórcom filmu udało się wykreować postać świętej na miarę naszych czasów, nie lukrowanej, lecz żywej, pełnej swobody, naturalności i przywar. Filmowa Bernadetta zdaje się jednocześnie z tego i nie z tego świata – jest zadziorną dziewczyną z temperamentem, zarazem pełną subtelności i dobroduszności anioła. Takie przedstawienie postaci sprawia, że święta z Lourdes staje się bliższa ludziom, taka zwyczajna i prawdziwa.

Równowaga między patosem i humorem sprawia, że film ogląda się dobrze do samego końca. Gorąco polecam tę produkcję, jeśli szukacie wartościowego filmu, a jednocześnie świetnie zekranizowanej historii. Jedyna rzecz, która obniża moją wysoką ocenę filmu, to ukazanie samego momentu objawienia Maryi. Mam świadomość, że przedstawienie mistycznego widzenia to rzecz prawie niewykonalna, ale rozwiązanie użyte w tym filmie nie do końca mnie przekonało. Dlaczego? Spróbujcie ocenić sami, oglądając film.

 

* * *

Bernadetta. Cud w Lourdes, reż. Jean Sagols, Francja 2011.