Jesteś tutaj

Zapiski syna marnotrawnego

Autor: 
PROMIC

Wspomnienia syna marnotrawnego, spisane dwadzieścia lat po pamiętnej uczcie wydanej przez ojca radującego się z powrotu zagubionego dziecka. Snute lekkim, porywającym stylem, pełne biblijnej symboliki i subtelnych odniesień do współczesności, pobudzające do refleksji.

Chciał "poczuć się jak król w królestwie swego własnego życia", odszedł z poczuciem, że rozwinie skrzydła i poleci, a spadł... w pustkę, której nie potrafił zapełnić. Kiedy skruszony wrócił, poczuł ogrom miłości, której nie mógł udźwignąć, bo wiedział, że na nią nie zasłużył...

Wspomnienia syna marnotrawnego, spisane dwadzieścia lat po pamiętnej uczcie wydanej przez ojca radującego się z powrotu zagubionego dziecka. Snute lekkim, porywającym stylem, pełne biblijnej symboliki i subtelnych odniesień do współczesności, pobudzające do refleksji.

 

Guy Luisier, autor tych zapisków, pisze o powrocie, o lęku, o niepewności i nadziei, o wolności, lecz nade wszystko o miłości, o jej wielu odcieniach, rzadko uświadamianych... Narracja jest barwna, chwilami wzruszająca, jak wtedy, gdy serce mówi do serca... Nie sposób do tych słów nie wracać, nie sposób się nad nimi nie zatrzymać, nie sposób nie postawić sobie pytań, przed którymi zwykle się ucieka...

Fragment

Akceptować

Wrócić Stamtąd to jedno. Zaakceptować, że się tam było i Stamtąd wróciło, to co innego.
Kiedy wyczerpałem całe swoje cierpienie i zdarłem strupy z blizn mojej duszy, kiedy z wściekłością zgodziłem się pokochać mimo wszystko swoją pamięć, kiedy akceptowałem swoje miejsce w Majątku, miejsce naprawdę moje, a nie ostatniego z najemników, wszystko zaczęło mówić o moim Ojcu: pierwszy kiełek drzewa migdałowego na wiosnę, szklanka chłodnej wody, smak parujących jarzyn na gorącym talerzu, i nawet ta zbyt nowa droga, którą mój brat wytyczył prosto przez pola i łąki, żeby usprawnić zarządzanie Majątkiem. Nawet to, co mój brat robił wbrew prawdopodobnej woli mego Ojca, też mówiło – głośno i dobitnie – o Nim.

Ojciec przestał nami rządzić, co oczywiście wydawało się jedną z najpewniejszych oznak jego miłości do nas. Chociaż nie opuszczał już swojego pokoju, mówił wyraźnie barwą nieba, smakiem śliwek, szelestem wiatru na dachu mojej chaty, złotem kurzu, który wirował w pokoju, gdy porywał go do tańca promyk słońca...

W dniu, kiedy zdałem sobie z tego sprawę, lepiej zrozumiałem fundamentalne cierpienie mych dni spędzonych Tam. W rzeczywistości byłem poniekąd nieobecny wobec siebie. Jeśli nawet wino miało smak, a ciała innych były gorące, to nic nie „mówiło”, nic nie „znaczyło” tam w głębi, w tym tajemnym miejscu, gdzie każdy stara się być sobą...

I pomyśleć, że wyjechałem, aby być sobą. Daleko od tego Ojca, który był, jak mi się zdawało, zbyt obecny. Daleko od tego Ojca, którego obecność nie pozwalała mi być. Ależ byłem naiwny.

Jesteśmy sobą tylko wtedy, gdy pozwalamy, byśmy dojrzewali dzięki temu wszystkiemu, co mówi o Tym, który nas stworzył (por. Ps 19(18), 1-5).

Wszystko inne jest tylko nieznośną samotnością.

* * *

Guy Luisier, Zapiski syna marnotrawnego, Wydawnictwo Promic, Warszawa 2016, s. 120