Jesteś tutaj

"Jak Bóg da" – film, który trzyma w napięciu… przeponę

recenzja filmu "Jak Bóg da"
Autor:

Katolicka komedia? Brzmi nieszczególnie, ale Włosi udowodnili, że to bardzo dobre połączenie. Jak Bóg da w reżyserii Edoardo Falcone to film, który naprawdę warto zobaczyć. I zdrowo się pośmiać.

Z pewnym niepokojem oglądam premiery filmów tzw. chrześcijańskich. Boję się, że znów powstała przeciętna produkcja, przekonująca przekonanych, którą zrozumie i kupi jedynie kościółkowe grono widzów. Chyba nie ośmieliłabym się zabrać moich niewierzących przyjaciół na filmy „z tezą” zrobione przez naszych amerykańskich braci protestantów. A Jak Bóg da pokazałabym im z chęcią. To film zrobiony z lekkością, bez jedynie słusznych argumentów, ośmieszający ateistów, ale i umiejący śmiać się z wierzących. Śmiech staje się oczyszczający i zbawienny zarówno dla jednych, jak i dla drugich.

Jak Bóg da przedstawia zamożną włoską rodzinę: niezbyt udane małżeństwo z dwójką dorosłych dzieci. Ojciec i mąż, Tommaso, czyli Tomasz (imię znaczące), szanowany chirurg, nonszalancki i bezpardonowy, dowiaduje się, że jego syn Andrea, którego posłał na studia medyczne, chce zostać… księdzem. Tomasso nie może pozwolić, by taka hańba spadła na jego postępowy dom, dlatego próbuje odmienić decyzję syna, oskarżając o manipulację młodocianego umysłu charyzmatycznego księdza, kierownika duchowego Andrei. W zorganizowanym na własny użytek śledztwie dopinguje go informacja o kryminalnej przeszłości księdza Pietro.

Na uwagę zasługują szczególnie dialogi, błyskotliwe i budzące niewymuszony śmiech. Również muzyka oraz montaż sprawiają, że film cały czas ogląda się bez znudzenia. Niewątpliwie pewne przedstawienia w filmie zostały uproszczone, przeciągnięte grubą kresą, jak np. drugoplanowe postaci córki i żony Tommaso. Mimo wszystko myślę, że gatunek komediowy może usprawiedliwić pewne schematy bohaterów. Wręcz groteskowo ukazana córka ze swoim mężem nieudacznikiem nadal budzi śmiech widzów. 

Jak Bóg da to film bez nadęcia. Pokazuje wiarę w sposób bardzo zwyczajny, prosty. Nawet jeśli mówi o nawróceniu, to stąpa ono twardo po ziemi. Subtelna przemiana głównego bohatera dokonująca się na ekranie uszyta jest na jego miarę, nie ma w niej wzniosłości, jest za to ciepło, które udziela się widzom. Każdy bohater niesie w sobie jakąś prawdę, troskę i tęsknotę, każdy na swój sposób przekonuje do siebie. Nie ma miejsca na naiwność, czarno-białe postaci, jest za to przestrzeń na potknięcia i pojednanie. Humor znakomicie spaja całość.

Film uważam za naprawdę udany i z przekonaniem polecam tę produkcję. Niestety można zobaczyć ją tylko w wybranych kinach, ale warto się wysilić i dotrzeć na projekcję. 

Mam wielką nadzieję, że Polacy zrobią kiedyś podobny film, bo lukę mamy na rynku ogromną.

***

Jak Bóg da, reż. Edoardo M. Falcone, Włochy 2015.