Jesteś tutaj

Ksiądz od bękartów i niekochanych

recenzja książki
Autor: 
Sylwia Toroszewska

"Zrozumiałem – pisze ks. Paśnik – że w moim życiu uzdrowienie nie jest najważniejsze. Lekarstwem okazało się bycie razem. Wspólne wędrowanie."

„Niosę moje znamię i rany. Upadam i wstaję. Zapewne tak będzie już do końca. Obok mnie idzie reszta zesłańców, bękartów, naznaczonych, niekochanych”. To cytat z najnowszej książki ks. Arkadiusza Paśnika pt. Dar wydanej nakładem wydawnictwa Edycja Świętego Pawła. Autor podzielił się w niej z czytelnikiem tytułowymi darami, jakie otrzymał w swoim kapłańskim życiu. Książka jest podsumowaniem dotychczasowej pracy duszpasterskiej, prezentem dla samego siebie na 21. rocznicę święceń kapłańskich. Zawiera szereg historii ludzi, których spotkał na swojej drodze, którym pomógł i jednocześnie od których tak wiele otrzymał. Książka budzi skrajne emocje. Sprawia, że na zmianę łza kręci się w oku, pojawia się gromki śmiech czy też oczy otwierają się ze zdumienia. 

W opowieści ks. Paśnika nie byłoby niczego nadzwyczajnego, gdyby nie jeden szczegół. Może nie odgrywa on w Darze roli pierwszoplanowej, lecz niewątpliwie wpłynął na jakość wykonywanej przez autora posługi. Mam na myśli wydarzenia, jakie miały miejsce w dzieciństwie księdza Paśnika, a w szczególności doznane od jednej z najbliższych osób krzywdy.

Wielu sądzi, że kapłan to taki heros, który jest pozbawiony problemów, który nie wie, co to cierpienie. Istnieje przekonanie, że przekroczenie progu seminarium wymazuje pamięć o przeszłości kandydata na księdza. Tymczasem taka osoba opuszczając dom rodzinny, pakuje do swojej walizki nie tylko powołanie, które w sobie odkryła, nie tylko talenty i predyspozycje do tego, by służyć innym, lecz także wszystkie swoje wady, niedoskonałości, zranienia, krzywdy doznane w dzieciństwie i wieku młodzieńczym. Bóg nie ułatwia klerykom życia – ich problemy nie znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Seminarium jest czasem formacji, nie tylko duchowej. Jest to bowiem dobry czas na poukładanie przeszłości, zaleczenie ran, które nierzadko wciąż jeszcze krwawią. W przeciwnym razie kapłan będzie przez całe życie ciągnął za sobą niewypowiedziane krzywdy. 

Perła rodzi się z cierpienia małża, do którego wnętrza wpada ziarenko piasku. Nikt z nas nie lubi cierpienia. W jego obliczu możemy przyjąć dwie postawy – albo się w nim pogrążyć albo zmienić je w perłę, czyli wykorzystać je do czegoś dobrego. Doznane przez księdza Paśnika krzywdy paradoksalnie pozwalają mu lepiej wypełniać jego kapłańską posługę. Rozumie on ludzi, którzy zwracają się do niego o pomoc. Jest bardziej wrażliwy na krzywdy innych; wie, jakie emocje przeżywają i jak im pomóc. Dlatego tak bardzo garną się do niego ludzie niechciani, poniżani przez najbliższych, niepełnosprawni, alkoholicy chcący wyjść z nałogu, samotni, dzieci potrzebujące ojcowskiej miłości. 

„Rany zabliźniają się i krwawią. Krwawią i zabliźniają się. Zrozumiałem – pisze ks. Paśnik – że w moim życiu uzdrowienie nie jest najważniejsze. Lekarstwem okazało się bycie razem. Wspólne wędrowanie. Miłość uczyniła mnie współidącym. Świadomość bycia kochanym dodaje mi siły, by iść. By w ogóle żyć. Miłość nie usunęła mych ran. Dała inny dar – odwagę do pokonywania siebie.” Te słowa są chyba najlepszym podsumowaniem kapłańskiego życia autora. Mimo iż cały czas zmaga się ze skutkami swoich krzywd i pamięta o nich, to jednak nie daje się zawładnąć cierpieniu. Przeciwnie – daje dowód tego, że przeszłość nie musi nami rządzić, nie musi determinować naszego życia. Ks. Paśnik, choć nie miał dobrego wzoru ojca, stał się ojcem dla wielu niekochanych. Zupełnie jak ks. Bosko, który mimo że stracił ojca w wieku dwóch lat, był jednym z największych w historii ojców i nauczycieli młodzieży. 

Książka pozostanie na długo w mojej pamięci. Sama w sobie jest darem, ale jednocześnie zadaniem. Uświadomiła mi bowiem jedną rzecz. Otrzymujemy w życiu różne dary, by one potem uzdolniły nas do bycia darem dla innych.