Jesteś tutaj

Bez taryfy ulgowej

recenzja książki "Szału nie ma, jest rak"
Autor: 
Sylwia Gajewska

Niewygodny wywiad poprowadzony bez sentymentów, użalania się nad sobą, Bogiem, otaczającym światem. Bez marudzenia, bez zazdrości i kombinowania, „co by było, gdyby” albo „a można było inaczej”.

W tym roku św. Mikołaj miał moją ulubioną odmianę poczucia humoru... na świąteczne wieczory ofiarował mi książkę. Ani lekką, ani przyjemną, broń Boże ubarwioną albo podrasowaną. Gdyby określić ją jednym słowem, w optyce świątecznych reklam i proponowanego stylu życia, to jest to książka NIEWYGODNA.

No a jak inaczej... Po pierwsze wywiad z księdzem – już brzmi moralizatorsko, kazaniowo i nudno, po drugie z księdzem chorym na raka – łzawo, sentymentalnie i cierpiętniczo, a po trzecie z księdzem chorym na raka, który prowadzi hospicjum – zaczyna brakować określeń, ba, z księdzem chorym na raka, prowadzącym hospicjum, który nie boi się mówić o śmierci i nie ma dla siebie i innych taryfy ulgowej.

Niewygodny wywiad poprowadzony bez sentymentów, użalania się nad sobą, Bogiem, otaczającym światem. Bez marudzenia, bez zazdrości i kombinowania, „co by było, gdyby” albo „a można było inaczej”.

 

Książka może i niewygodna dla wielu, ale też, a przede wszystkim, prawdziwa. Wywiad z człowiekiem, który żyje z wyrokiem śmierci. Nie ucieka przed jej istnieniem, nie udaje, że się nie boi i wykorzystuje maksymalnie otrzymany czas. Nie ubiera w piękne słówka tego, co powinno być nazwane: bo czarne jest czarne, a białe jest białe. Mówi o tym, czym żyje i na szczęście, bo to jest proste, prawdziwe i mądre. Szału nie ma, jest rak – jest naga prawda o życiu i śmierci zwykłego – niezwykłego kapłana.