Jesteś tutaj

Edmund Bojanowski - święty na nasze czasy

Autor: 
IW Pax

Warto przypominać postać Edmunda Bojanowskiego – pisze we wstępie do jego biografii Tomasz P. Terlikowski. Założyciel zgromadzenia sióstr służebniczek jest postacią fascynującą ze względu na drogę, jaką – od zaangażowania patriotycznego przez charytatywne aż do ściśle religijnego – prowadził go Bóg. 

Na każdym z tych etapów pozostawał człowiekiem głębokiej wiary i szczerym patriotą, dlatego jego życiorys może być przykładem pięknego zjednoczenia polskości z katolicyzmem. Bojanowski stworzył potężne zgromadzenie zakonne, a także koncepcję wychowania i system pedagogiczny, którym do tej pory inspirują się pedagodzy. Jego wizja życia zakonnego potrafiła natchnąć katolików na Zachodzie. On także, o czym często się zapomina, zbudował skuteczny system ochronek, który trwa do dziś.

* * *

Tomasz P. Terlikowski, Edmund Bojanowski - święty na nasze czasy, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 2015, s. 240

Tomasz P. Terlikowski

Wstęp

Co oznacza Polskość? Jak być nowoczesnym Polakiem wiernym swojej tradycji? Czy współczesny polski patriota ma być wierny tradycji insurekcyjnej, walki o wolność naszą i waszą, czy też może powinien opowiedzieć się po stronie politycznego realizmu, który niekiedy przyjmował formę kolaboracji z obcymi mocarstwami? Czy powinien wybrać raczej tradycję walki zbrojnej, czy też cierpliwego, organicznego budowania życia narodowego? Pytania te, choć jeszcze kilka lat temu mogły się wydawać nieaktualne czy pochodzące z innej epoki, nagle – w obliczu agresji rosyjskiej na Ukrainę i budzenia się coraz silniejszych tendencji izolacjonistycznych na Zachodzie – stały się w Polsce niezwykle aktualne. Silne tendencje globalizacyjne, masowa emigracja Polaków do krajów zachodnich (są miejsca, skąd wyjechała już prawie jedna trzecia mieszkańców), a także proponowana przez liberalne media etyka kosmopolityzmu i rezygnacji z własnej tożsamości na rzecz konstrukcjonistycznej, lewicowej tożsamości europejskiej sprawiają, że pytanie o patriotyzm i jego korzenie, a także metody jego realizacji, staje się szczególnie istotne. Bez odpowiedzi na pytanie, jak być Polakiem, jak utrzymać naszą tożsamość narodową w czasach trudnych, nie ma i nie będzie przyszłości naszego narodu?

Odpowiedzi na to pytanie, moim zdaniem, nie należy jednak szukać tylko w dziełach wielkich przywódców politycznych. Spór między Romanem Dmowskim a Józefem Piłsudskim, choć niewątpliwie istotny, nie wyczerpuje wizji polskości czy polskiej polityki. Nie wystarczy – jak  sugeruje Rafał Ziemkiewicz w „Myślach nowoczesnego endeka” – powrócić do politycznego realizmu i wierności w rzeczach małych, by zachować naszą tożsamość, ale też nie jest prawdą, że wizja Piłsudskiego – zaangażowania zbrojnego, walki i wreszcie silnej, autorytarnej władzy – jest jedyną metodą utrzymania (a może już odbudowania?) polskości. W istocie u jej podstaw leżały bowiem zawsze nie tyle wielkie systemy polityczne, ile... szczera religijność Polaków, a także instytucja Kościoła, jego katolickość i rzymskość. Jedność Kościoła hierarchicznego z narodem i państwem polskim jest istotnym elementem naszej tożsamości, i to nie tylko narodowej, ale także państwowej. „Znajomość historii Polski powie nam więcej: nie tylko ustrój hierarchiczny Kościoła został w roku 1000 zdecydowanie wpisany w dzieje narodu, ale równocześnie dzieje narodu zostały w jakiś opatrznościowy sposób osadzone w tej strukturze Kościoła w Polsce, jaką zawdzięczamy już Zjazdowi Gnieźnieńskiemu. Twierdzenie to znajduje swoje pokrycie w różnych okresach dziejów Polski, ale zwłaszcza w okresach najtrudniejszych. Wówczas, gdy zabrakło własnych, ojczystych struktur państwowych, społeczeństwo w ogromnej większości katolickie znajdowało oparcie w ustroju hierarchicznym Kościoła. I dlatego był on tak bardzo zwalczany” – mówił św. Jan Paweł II w Częstochowie 5 czerwca 1979 roku w przemówieniu skierowanym do Konferencji Episkopatu Polski. I niezwykle mocno dodawał, że dzięki temu zjednoczeniu „Polska jest Polską”1. Słowa te nie straciły swojej aktualności. Szukając źródeł polskości, metod uzdrawiania i odbudowywania zranionej czy zniszczonej tożsamości narodowej, trzeba szukać  w Kościele. On, a konkretniej głoszony przez niego Jezus Chrystus Ukrzyżowany i Zmartwychwstały, może jako jedyny uzdrawiać i odbudowywać tożsamość naszego narodu. Tam, gdzie brakuje tej świadomości, zaczyna brakować także polskości. Nie ma i nie będzie – a trzeba to powiedzieć wbrew rozmaitej maści laicyzatorom – polskiej tożsamości bez Kościoła, bez wiary, bez zakorzenienia w chrześcijaństwie.

Szukając więc odpowiedzi na pytanie o zdrowy patriotyzm, o silne korzenie dla budowania silnego państwa i mocnego narodu, trzeba sięgnąć do skarbnicy Kościoła w Polsce. I chodzi nie tylko o skarbnicę myśli (choć i w tej kwestii nie mamy się czego wstydzić), ile o sięgnięcie do wielkiego daru, jakim są polscy święci. To oni, to ich życie i działanie, wybory, a także pisma mogą być źródłem, z którego czerpiemy lekarstwo na nasze polskie choroby, na szerzący się kosmopolityzm (który z katolickim uniwersalizmem niewiele ma wspólnego), na odrzucanie polskości czy wreszcie na pytania stawiane nam obecnie przez sytuację polityczną i społeczną. Niestety, polscy katolicy, szczególnie ci z wyższym wykształceniem, mają – z zupełnie niezrozumiałych dla mnie przyczyn – straszliwy kompleks niższości wobec katolików niemieckich czy francuskich. W niemal w każdej rozmowie z nimi powraca pytanie, dlaczego nasz Kościół nie wydał wybitnych teologów czy wspaniałych myślicieli, tak jak to udało się Niemcom czy Francuzom. I nie byłoby nic złego w tym pytaniu, gdyby nie stanowiło ono dowodu, że niemała część polskich katolików nie ma zielonego pojęcia, jak wyglądała historia Kościoła w Polsce, kto ją tworzył i jakie znaczenie dla światowego katolicyzmu mają polscy święci i błogosławieni. Wystarczy bowiem przypomnieć, że najczęściej tłumaczoną autorką literatury religijnej jest... polska św. Faustyna Kowalska, a świętym, który zainspirował najdynamiczniej rozwijające się w Stanach Zjednoczonych i we Włoszech zgromadzenie zakonne, czyli Franciszkanów Niepokalanej, także jest Polak, czyli św. Maksymilian Maria Kolbe. O św. Janie Pawle II, który także jako żywo był Polakiem, nie ma nawet co wspominać.

Ale ta trójka wcale nie jest czymś wyjątkowym w naszej historii. Od XIX wieku polski katolicyzm wydawał bowiem dziesiątki wielkich postaci, o których z zadziwiających powodów zapomnieliśmy. Są wśród nich i założyciele zgromadzenia zmartwychwstańców (by wymienić tylko Bogdana Jańskiego, ks. Piotra Semenenkę i ks. Hieronima Kajsiewicza) i kapucyn ojciec Honorat Koźmiński oraz założycielka sióstr niepokalanek bł. Marcelina Darowska, a także dziesiątki innych postaci. Każda z nich może się stać wielkim nauczycielem patriotyzmu i nowoczesnej polskości, każda z nich może być przykładem drogi łączącej z jednej strony głęboką wiarę, a z drugiej głębokie oddanie własnej Ojczyźnie. Jedną z nich jest bohater niniejszej książki bł. Edmund Bojanowski. I już tylko on sam pozwala bez najmniejszego wstydu spoglądać na dziedzictwo polskiego katolicyzmu. Jego życie zaś jest wspaniałym przykładem poszukiwania najlepszego modelu służby Bogu i Polsce. Ten świecki mężczyzna stworzył potężne zgromadzenie zakonne, a także koncepcję wychowania i system pedagogiczny, którym do tej pory inspirują się pedagodzy. Jego wizja życia zakonnego potrafiła natchnąć katolików w Niemczech czy Wielkiej Brytanii, od niego przecież brytyjscy konwertyci na katolicyzm zaczerpnęli pomysł na nowe zgromadzenia zakonne. On także, o czym często się zapomina, zbudował skuteczny system ochronek, który trwa do dziś. Jego działania, choć włączały się w szerszy nurt dziewiętnastowiecznego odrodzenia społeczno-moralnego katolicyzmu w Europie, jednocześnie miały specyficznie polski charakter, łącząc w sobie elementy narodowe, religijne i oświatowe. Z jednej strony były więc one absolutnie uniwersalne, katolickie, z drugiej miały polską specyfikę i ukierunkowane były na umacnianie i utrwalanie polskości wśród ludu. Bojanowski, o czym często się zapomina, był więc prekursorem unarodowienia chłopstwa, a założone przez niego zgromadzenie można traktować jako istotny element procesu, który obecnie przypisuje się głównie endecji, czyli doprowadzenia ludu do pełnej świadomości narodowej.

I już choćby dlatego warto przypominać Edmunda Bojanowskiego. Nie mam jednak wątpliwości, że nie jest to powód jedyny. Założyciel zgromadzenia sióstr służebniczek jest też postacią fascynującą ze względu na drogę, jaką – od zaangażowania patriotycznego przez charytatywne aż do ściśle religijnego – prowadził go Bóg. Na każdym z tych etapów pozostawał człowiekiem głębokiej wiary i szczerym patriotą, i już choćby z tego powodu jego życiorys może być przykładem pięknego zjednoczenia polskości i pragnienia służby Ojczyźnie z katolicyzmem i pragnieniem służenia jedynie Bogu. Niezwykłe jest także to, jak stopniowo oczyszczał Pan tego ziemianina z przywiązania do wszystkiego, co ziemskie, a z czasem także z każdego własnego przywiązania czy pragnienia. W rodzinnym domu, w Poznaniu, a później u przyjaciela w Górce Duchownej kształtował się wielki mistyk, który całe życie służył ludziom. Biografia Bojanowskiego – i to także ma znaczenie – jest wreszcie życiem człowieka, który choć nie miał własnych dzieci, to jednocześnie był „ojcem w znaczeniu najgłębszym” – tak dla sióstr ze zgromadzenia, które założył, jak i dla setek dzieci, którymi się opiekował. Może najwyraźniej widać ten wymiar jego życia w ulokowaniu swoich ojcowskich uczuć w sierocie i w płaczu po tym, jak Bóg zabrał ją z tego świata. W tym momencie widzimy postać ojca, który wadzi się z Bogiem o własne dziecko, błaga Go o coś, czego otrzymać nie może. Wszystko to sprawia, że jest to nie tylko święty na nasze czasy, ale i ktoś, kto może nas uczyć polskości i patriotyzmu, które są głęboko zakorzenione w katolickości, w chrześcijaństwie, w wierze w Boga. Tylko taki patriotyzm może przetrwać, tylko on ma sens i przyszłość.