Jesteś tutaj

Egzorcysta, marzec 2015

Autor: 
Egzorcysta

W 31. numerze Miesięcznika "Egzorcysta" (marzec 2015) między innymi o poście oraz uzdrowieniu duszy i ciała.

Postem jest także powstrzymywanie się od niepotrzebnego mówienia, słuchania, patrzenia. Jest to praktyka, która służy walce z demonami, czyli – jak mówili ojcowie pustyni – z myślami, które chcą odwieść od Bożych dróg. Post ma za zadanie uśmierzać wady – przyznają w 31 numerze Miesięcznika Egzorcysta (marzec 2015), poświęconym postowi, siostry z Zakonu Mniszek Kamedułek w Tyszowcach. W wywiadzie „Kraty wolności. Znajdujemy radość życia w Bogu już teraz!”, udzielonym ks. dr. hab. Krzysztofowi Guzowskiemu, wyznają również: klauzura jest przede wszystkim wartością duchową. Mniszki powinny zachowywać klauzurę w swym sercu, będąc rzeczywiście umarłymi dla świata w myślach, pragnieniach, sposobie życia.

Jezus i Jego bezinteresowna miłość do każdego człowieka może uczynić cuda! Tylko On może wyprowadzić dobro z największego bagna, zawiłej sytuacji i zła. Dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych! – wyznaje w swoim świadectwie „Modlitwa za nieprzyjaciół zmienia bieg historii” Anna, która dzięki łasce Bożej i wsparciu kapłana 20 lat temu rozpoczęła modlitwę za nieprzyjaciela, i stwierdza, że modlitwa za nieprzyjaciół czyni cuda (wszystko na chwałę Bożą)!

Czy każdy kapłan może przeprowadzić egzorcyzm? Jak przebiega ryt egzorcyzmu większego? Czym różni się diecezjalny egzorcysta od egzorcysty z ekranów kinowych? Czy diabeł ma do człowieka swobodniejszy przystęp, kiedy ten się nie modli? – na te i wiele innych pytań odpowiada w wywiadzie dr Michała Koschego „Dzięki nadziei chce się bardziej chcieć” o. dr Bogdan Kocańda OFMConv, egzorcysta, gwardian i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Rychwałdzkiej. Należę do grona tych kapłanów, którzy mają olbrzymie zaplecze modlitewne wśród świeckich. Jestem świadomy, że to dzięki ich modlitwom Pan Bóg wielokrotnie ochronił mnie od niebezpieczeństw oraz wspomógł w niejednej posłudze.

Człowiek jest niepodzielną całością, obejmującą ciało i duszę. Dusza to siła ożywiająca – jest dla ciała tym, czym sok dla drzewa. Zdrowa dusza decyduje o sile życia, a każda słabość fizyczna ma przyczynę w słabości duszy. […] Gdy ciało ma się dobrze, dusza może rozkwitać, stając się dla niego źródłem energii. Gdy duszy zabraknie energii, siła uzdrawiania, będąca miłością i życiem, może zostać podarowana człowiekowi jedynie przez Boga. – koncepcję medycyny holistycznej św. Hildegardy z Bingen przywołuje dr Alfreda Walkowska w artykule „Przepisy na zdrowie «nieuczonej» świętej”.

Czym jest dieta Daniela? Czy rzeczywiście ma coś wspólnego z Pismem Świętym? – odpowiedzi udziela Krzysztof Kamiński w artykule zatytułowanym „Tajemnica skutecznej terapii” (cały artykuł poniżej). Zwraca również uwagę, że jeśli procesowi oczyszczania organizmu towarzyszy pogłębione życie religijne, wraca równowaga psychiczna, nadchodzi czas refleksji nad dotychczasowym niezdrowym życiem. Bywa, że czas postu prowadzi do nawrócenia.

Większość antynatalistów postuluje wymarcie ludzkości. Niekiedy czyni to w imię ochrony zwierząt czy roślin przed niszczycielskim człowiekiem. Apogeum antynatalizmu jest przekonanie o tym, że nie tylko ludzie, ale także wszystkie organizmy żywe nie mają prawa istnieć. Założenia nurtu myślowego zwanego antynatalizmem przytacza w artykule „Antynatalizm – przepis na samobójstwo” dr Marcin Jendrzejczak, historyk myśli politycznej, dziennikarz i publicysta współpracujący m.in. z „Polonia Christiana” i portalem Obserwatorfinansowy.pl. Podkreśla także, że głosiciele szkodliwości życia sami jakoś nie decydują się na opuszczenie tego świata, dowodząc tym samym, że życie jest jednak lepsze od śmierci.

Ponadto w numerze m.in. o „Walce karnawału z postem” Pietera Buegla; o tym, że wielu piłkarzy, trenerów oraz kibiców wierzy w sprawczą moc gestów, np. nie golą się przed meczem lub zakładają podkoszulki na druga stronę; o tym, jak sobie poradzić z nawarstwionymi, przygniatającymi problemami życiowymi; o powstającej na Islandii świątyni poświęconej bóstwom mitologii nordyckiej, m.in. Thorowi i Odynowi; a także o grupie młodych ludzi o nazwie Holy Mary Team, której zadaniem jest trafiać z Dobrą Nowiną do młodych ludzi m.in. poprzez sieć internetowa.

[artykuły z "Egzorcysty"]

Krzysztof Kamiński

Tajemnica skutecznej terapii

Jakiś czas temu czytałem tekst o diecie Daniela. Jej twórcy powołują się na Pismo Święte. Czym dokładnie jest ta dieta?

Dieta Daniela jest to dieta owocowo-warzywna, a jej pierwowzorem – jak wskazuje sama nazwa – jest tzw. post Daniela. W księdze poświęconej temu prorokowi czytamy: Daniel powziął postanowienie, by się nie kalać potrawami królewskimi ani winem, które król pijał. (…) Daniel (…) powiedział do strażnika (…): „Poddaj sługi twoje dziesięciodniowej próbie: niech nam dają jarzyny do jedzenia i wodę do picia. Wtedy zobaczysz, jak my wyglądamy, a jak młodzieńcy jedzący potrawy królewskie i postąpisz ze swoimi sługami według tego, co widziałeś”. Przystał na to zadanie i poddał ich dziesięciodniowej próbie. A po upływie dziesięciu dni wygląd ich był lepszy i zdrowszy niż innych młodzieńców, którzy spożywali potrawy królewskie. Strażnik zabierał wiec ich potrawy i wino do picia, a podawał im jarzyny (Dn 1, 8. 11-16).

Jak to działa?

W Polsce prekursorką postnej diety była doc. dr hab. Kinga Roszkowska-Wiśniewska, a od wielu lat zaleca ją dr Ewa Dąbrowska. Dieta ta przypomina sposób leczenia żywnością, jaki na przełomie XIX i XX wieku stosował w szwajcarskiej klinice dr Maximilian Bircher-Benner.

Powszechne w naszych pokarmach przetworzone produkty spożywcze, zawierające szkodliwe dodatki, psują zdrowie, powodują ubytki witamin i pierwiastków, a na ich miejsce wprowadzają toksyny, zakłócające pracę wszystkich organów. Najzdrowszy jest pokarm w stanie naturalnym, jadany z umiarem. Przejadanie się i nadmiar białka zwierzęcego są przyczynami większości chorób cywilizacyjnych, takich jak: otyłość, choroba wieńcowa, cukrzyca, wysoki poziom cholesterolu, miażdżyca, alergie.

Istotą leczniczego działania głodówki jest ograniczenie węglowodanów i wykluczenie pokarmów wprowadzających toksyny. W organizmie zaczyna działać endogenne (wewnętrzne) żywienie, polegające na zużywaniu przez organizm własnych tkanek. Najpierw spalane są zbędne złogi tłuszczu i zwyrodniałe komórki. Zużycie uszkodzonych komórek powoduje powstawanie nowych. W ten sposób organizm się odmładza, ustępują też choroby. Krew oczyszcza się z kompleksów immunologicznych blokujących komórki odpornościowe, mogące rozpoznawać własne i obce bakterie. Nawiasem mówiąc, taki stan wyjaśnia podatność osób przekarmionych lub źle odżywianych na infekcje, zwyrodnienia stawów, alergie, a nawet powstawanie nowotworów.

W Domu Ojca Pio

Jednym ze zwolenników metody dr Dąbrowskiej był franciszkanin o. Albin Sroka (1937-2012), wielki czciciel świętego o. Pio. Zasługą o. Sroki jest utworzenie w Radawie k. Jarosławia Ośrodka Profilaktyczno-Rehabilitacyjnego im. o. Pio.

Każdego roku do Radawy przyjeżdża 1500 kuracjuszy. Oczyszczenie organizmu następuje dzięki diecie sokowej, owocowo-warzywnej lub makrobiotycznej (odpowiedniemu łączeniu pokarmów). Jak twierdzi dr Dąbrowska, do pełnego wyzdrowienia trzeba od cztero- do sześciotygodniowej kuracji, jednak nawet dwa tygodnie dają efekty, choćby w postaci ubytku zbędnych kilogramów.

W dokumentacji lekarskiej ośrodka, a także w księdze pamiątkowej można znaleźć opisy przykładów wyleczenia. Są też świadectwa osób, które odstawiły długo zażywane leki i w wyniku stosowania diety uniknęły poważnych operacji, jak wstawienie bajpasów czy amputacja nóg.

Zgodnie z zasadami diety Dąbrowskiej w posiłkach stosuje się następujące składniki: marchew, burak, seler, rzodkiew, pietruszka, chrzan, kapusta, kalafior, cebula, czosnek, por, ogórki świeże i kiszone, kabaczek, brokuł, dynia, pomidor, papryka, jabłka, grapefruit, cytryna. Białko roślinne, w przeciwieństwie do zwierzęcego, jest lekkostrawne, a pokarmy zawierają błonnik usprawniający działanie układu trawiennego, oczyszczający jelita. Posiłki złożone wyłącznie z surowych oraz gotowanych owoców i warzyw zmniejszają powstawanie wolnych rodników uszkadzających białka, tłuszcze i kwasy nukleinowe komórek w organizmie. Dostarczane są „zamiatacze” wolnych rodników, jak beta-karoten i witaminy C czy E, a do tego mikroelementy aktywizujące mechanizmy obronne. Oto tajemnica skuteczności terapii. Chociaż – nie całkiem…

Jedność ciała i ducha

Post to okres wyrzeczeń, zapanowania nad przyzwyczajeniami. Zmiany w sposobie odżywiania, odtruwanie organizmu i rezygnacja z ulubionych potraw czy nawyków wpływają na przemiany duchowe. Jak podkreśla Ewa Dąbrowska, ważną częścią procesu przywracania zdrowia jest równoczesne leczenie ciała i ducha.

Jeśli procesowi oczyszczania organizmu towarzyszy pogłębione życie religijne, wraca równowaga psychiczna, nadchodzi czas refleksji nad dotychczasowym niezdrowym życiem. Bywa, że czas postu prowadzi do nawrócenia. Przyjeżdżający tu księża znają takie przypadki. 

Dr Marcin Jendrzejczak

„Antynatalizm – przepis na samobójstwo”

Wyznawcy nurtu myślowego zwanego antynatalizmem mówią wprost: życie ludzkie jest niepożądane, a prokreacja to zło. Niektórzy zalecają wręcz samobójstwo, a aborcję uważają za świętość. To oni doprowadzają poglądy tzw. umiarkowanych zwolenników aborcji i eutanazji – odwołujących się do mniejszego zła – do logicznej konkluzji.

Antynatalizm to dalekie echo poglądów starożytnych sektg nostyckich, filozofów takich jak Artur Schopenhauer czy buddyzmu. Jak pisał Hari Singh Gour w książce „The Spirit of Buddhism”, nauki Buddy skupiają się na unikaniu cierpienia, a to jest możliwe poprzez wstrzymanie się od prokreacji. Jeśli w cierpieniu nie dostrzegamy żadnej wartości pozytywnej, to istotnie jawi się ono jako czyste zło, które należy odrzucić wraz z samym cierpiącym.

Ludzie cierpią – lepiej więc, by się nie rodzili

David Benatar, filozof z południowoafrykańskiego Uniwesytetu Kapsztadzkiego, w swojej książce Lepiej nie istnieć – o szkodzie egzystencji (Better Never to Have Been: The Harm of Coming into Existence) twierdzi, że przychodzenie na świat jest zawsze poważną szkodą, prokreacja jest w każdym przypadku zła, podobnie jak wstrzymanie się od dokonania wczesnej aborcji. Jako najlepsze rozwiązanie jawi mu się totalny zakaz prokreacji i wyginięcie ludzkości. Jak jednak zauważa polemizująca z Benatarem publicystka Quentin S. Crisp, antynatalizm zakłada, że cierpienie nieuchronnie przewyższa radość. Problem zwolennika tego poglądu polega więc na tym: co począć w sytuacji, w której widzi się radość, szczęście innego człowieka? Przecież każda taka radość odwraca ludzi od „szczytnego” celu antynatalizmu – wyginięcia ludzkości. W efekcie zniechęca do jego realizacji. Dlatego też antynatalista nie może współodczuwać radości z innymi, a jedynie propagować filozofię smutku. Co więcej, argumentuje Crisp, dla normalnego, cywilizowanego człowieka rasizm jest niemoralny. Historia uczy, że prowadzi on do komór gazowych i holocaustu. Tymczasem dziś szanowani zachodni intelektualiści w białych rękawiczkach głoszą coś więcej niż rasizm: postulat zniszczenia wszystkich ras – w tym swojej własnej.

Logiczna konsekwencja liberalizmu

Dość popularne wśród antynatalistów jest także twierdzenie, że płodzenie dziecka… stanowi wyraz przemocy względem niego i naruszenie jego autonomii. Dziecko bowiem jest nieświadome, nie prosi się na świat, bo przed spłodzeniem nie istnieje. Narodziny dokonują się zatem bez jego zgody, co jest zaprzeczeniem liberalnie rozumianej wolności. Nie dziwi więc, że często osoby o poglądach radykalnie liberalnych wyznają antynatalizm. Bentar przyznaje się do ideologii libertarianizmu – radykalnego, anarchistycznego (bądź bliskiemu anarchizmowi) nurtu zakładającego absolutną wolność człowieka i równie absolutne prawo własności. U nas wyznawcą tych poglądów jest chociażby Tomasz Czapla-Kelthuz, czemu daje wyraz w swoich mrocznych piosenkach. Jak pisze Ireneusz Stolarski na łamach portalu tworzywo-online.pl, jego płyta ukazuje nihilistyczną i antynatalistyczną wizję. Wzywa do porzucenia istnienia, aby uniknąć cierpienia.

Takie są konsekwencje liberalnej etyki. Jej zastosowanie to nie tylko zgoda na homoseksualizm, aborcję i eutanazję, ale wręcz zaprzeczenie – jako „nie wolnościowemu” – samemu przetrwaniu ludzkości.

Śmierć ludziom, niech żyją bakterie!

Poglądy antynatalistyczne bądź bliskie antynatalizmowi są często głoszone przez radykalnych, tzw. głębokich ekologów. Ci czciciele środowiska dążą do ochrony przyrody nie z uwagi na dobro człowieka, ale wbrew niemu. To przyroda – a więc organizmy nie ludzkie – staje się najwyższą wartością. Przykładem takiej organizacji jest Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot. Ekologia głęboka to nurt powstały na początku lat 70. XX wieku, którego inicjatorem był Norweg Arne Naess (1912-2009). Od krytyki konsumpcyjnego i niszczącego przyrodę społeczeństwa przeszedł on do krytyki antropocentryzmu jako takiego. Wraz z innymi myślicielami Naess sformułował osiem zasad ekologii głębokiej. Zgodnie z nimi rozwój życia pozaludzkiego jest wartością samą w sobie, a prawo ludzi do jego ograniczenia ma swoje granice. Zgodnie z zasadą czwartą: Rozwój pozaludzkich form życia wymaga zahamowania wzrostu liczebności populacji ludzkiej. Rozkwit życia i kultury człowieka daje się pogodzić z takim obniżeniem. Zatem zdaniem Naessa powinniśmy ograniczyć swoją liczebność w imię dobra zwierząt czy roślin.

Ekologistycznymi poglądami uzasadnia swój antynatalizm także Ruch Dobrowolnego Wyginięcia Ludzkości (Voluntary Human Exntinction Movement – VHEMT), założony przez Lesa U. Knighta, postulujący nie ograniczenie, lecz całkowite wymarcie rasy ludzkiej. Nie skupiamy się na tym, jak ludzkość stała się chciwym, niemoralnym pasożytem na kiedyś zdrowym ciele planety. (...) Zamiast tego ruch prezentuje zachęcającą alternatywę dla bezdusznej eksploatacji i niszczenia ziemskiego ekosystemu. Jako wolontariusze ruchu VHEMT wiemy, że budzącą nadzieję alternatywą dla wyginięcia milionów gatunków na naszej planecie jest dobrowolne wyginięcie jednego gatunku – Homo sapiens – nas (vhemt.org). Zwolennicy tego ruchu odrzucają koncepcję człowieka jako najważniejszego gatunku na ziemi. Ich zdaniem ludzie są jedynie najpotężniejsi, a przez to najbardziej niebezpieczni dla innych. Zwracają jednocześnie uwagę, że znajdujemy się na szczycie łańcucha pokarmowego, przez co nie stanowimy pożywienia dla innych gatunków. W myśl tej logiki znacznie bardziej niezbędne dla przetrwania całości życia na ziemi są mikroskopijne bakterie, a ludzie są zastępowalni.

Problem w tym, że ekologistyczni antynataliści nie potrafią postrzegać ludzi inaczej niż przez pryzmat ich użyteczności dla innych. Zapominają o czysto ludzkich wytworach, wynikających z rozumnej i duchowej natury człowieka. Świat bez ludzi to świat nie tylko bez broni jądrowej i zanieczyszczonego powietrza, ale także bez symfonii Beethovena czy obrazów Michała Anioła. Te i inne dzieła ludzkiego geniuszu unaoczniają, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Jednak antynataliści zapominają o tym i nad życie człowieka przedkładają egzystencję bakterii. O ile Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot postuluje ograniczenie ludzkiej populacji, o tyle radykalni antynataliści z VHEMT postulują całkowite wyginięcie wszystkich ludzi. Taki ma być kres antychrześcijańskiej drogi rozpoczętej przez materialistyczny i ateistyczny humanizm oświecenia.

Śmierć ludzi to za mało

Antynatalizm nie jest niestety czymś charakterystycznym jedynie dla egzotycznych kultur ani też dla jakiejś wąskiej grupy filozofów. Coraz częściej wchodzi pod strzechy i wyraża się w coraz bardziej prymitywnych formach. Przykładem jest tu tzw. Kościół Eutanazji. Organizacja ta została zainspirowana przez Chrisa Cordę, nazywanego czcigodnym, który przyjął „objawienie” istoty z innego ekosystemu, zgodnie z którym ludzie powinni wyginąć, by zrobić miejsce zwierzętom. Corda w „modlitwie” pisze: mój gatunek się zniesławił, ze wszystkich gatunków, które kiedyś żyły lub żyją, mój jest najniższy. (...) Niższy niż drzewa, które okrążają Ziemię swoimi korzeniami. Niższy niż insekty, władcy Ziemi. (...) Niech trawa spija moją krew, niech moje ciało będzie pokarmem dla robaków. Wielki Duchu, pozwól mi umrzeć, aby ziemia mogła żyć (churchofeuthanasia.org).

Do Kościoła Eutanazji należą setki osób mających kartę członkowska i tysiące internautów. Są oni rozsiani po różnych krajach świata, jednak najwięcej jest ich w Stanach Zjednoczonych. Ich „wyznanie” ma jedno przykazanie: nie będziesz się rozmnażał. Jakie są więc formy jego realizacji? Samobójstwo, aborcja, kanibalizm i sodomia – rozumiana jako wszelki niestandardowy seks, który nie służy prokreacji. O aborcji pisze się jako o „świętym rycie”, który przez wieki był praktykowany przez kobiety. Kobieta (...) ma suwerenną władzę w kwestii życia i śmierci. Nie zapominajmy, że gdy zdecyduje się, że jej dzieci mają umrzeć, tak właśnie ma się stać! (...) Dziś mamy nadzieję na przywołanie mądrości i sprawiedliwości świętego aborcjonisty i w obronie kobiet zadrwimy z histerycznych chrześcijan – pisze członkini organizacji, niejaka Nevada Kerr na churchofeuthanasia.org. Znajdują się tam też porady, jak popełnić samobójstwo. Skorzystała z nich w 2003 roku 52-letnia kobieta ze stanu Saint Louis. Jak zauważył jej zdruzgotany partner, kierowała się nimi co do joty.

Większość antynatalistów postuluje wymarcie ludzkości. Niekiedy czyni to w imię ochrony zwierząt czy roślin przed niszczycielskim człowiekiem. Apogeum antynatalizmu jest przekonanie o tym, że nie tylko ludzie, ale także wszystkie organizmy żywe nie mają prawa istnieć. Takie jest przesłanie popularnego w sieci i dostępnego na YouTube filmiku Efilist or idiot, opublikowanego przez autora o kryptonimie inmendham. O przesłaniu jego twórców świadczą już same litery – efil to odwrotność słowa „life”. Autor twierdzi, że gdyby za pomocą naciśnięcia jednego przycisku było możliwe wyeliminowanie całego życia na Ziemi, to należałoby to zrobić.

Antynatalizm przybiera rozmaite formy – od filozoficznych rozważań po mroczną muzykę. Różne są także jego uzasadnienia – od utylitarnych aż po nieukrywaną nienawiść do ludzkości, a nawet całego życia. Tym jednak, co łączy wszystkie te nurty, jest całkowite zaprzeczenie chrześcijańskiej prawdzie o człowieku jako obrazie Boga i nakazowi rozmnażania się. To także filozoficzny absurd, gdyż głosiciele szkodliwości życia sami jakoś nie decydują się na opuszczenie tego świata, dowodząc tym samym, że życie jest jednak lepsze od śmierci.

Dr Marcin Jendrzejczak – historyk myśli politycznej, dziennikarz i publicysta współpracujący m.in. z „Polonia Christiana” i portalem Obserwatorfinansowy.pl.