Jesteś tutaj

„Gość Niedzielny”: Naprotechnologia leczy

Autor: 
Gość Niedzielny

Światowa Organizacja Zdrowia określiła ją jako „medyczno-kliniczną metodę leczenia niepłodności”. NaProTechnologia to ekologiczna amerykańska gałąź medycyny. Co tak naprawdę kryje się pod tym szyldem? Czym różni się to leczenie i diagnostyka od ginekologii? 

W 29 numerze "Gościa Niedzielnego" między innymi

Naprotechnologia naprawdę leczy [Joanna Bątkiewicz-Brożek]

Światowa Organizacja Zdrowia określiła ją jako „medyczno-kliniczną metodę leczenia niepłodności”. NaProTechnologia to ekologiczna amerykańska gałąź medycyny. Co tak naprawdę kryje się pod tym szyldem? Czym różni się to leczenie i diagnostyka od ginekologii? 

Wokół naprotechnologii urosło wiele mitów. Jedni wrzucają ją do „kościółkowych metod planownia rodziny”, inni, nie wiadomo czemu, uważają, że to ziołolecznictwo, a jeszcze inni – niestety także ginekolodzy – twierdzą, że to stara metoda, której używają na co dzień, tylko tak jej nie nazywają (sama słyszałam to od lekarza). Nic bardziej mylnego.

Naprotechnologia jest nową potężną gałęzią medycyny rozrodu. Jej ojcem jest prof. Thomas Hilgers, chirurg i ginekolog z Omaha w stanie Nebraska. NaProTECHNOLOGY® (taka jest właściwa pisownia), czyli Natural Procreative Technology, a w języku polskim Wsparcie Naturalnej Prokreacji (WNP), to marka, do której prawa ma amerykański lekarz i założony przez niego za oceanem pod koniec lat 60. Instytut Pawła VI. Nazwą mogą posługiwać się wyłącznie ośrodki, przychodnie i szpitale oraz lekarze i instruktorzy, którzy postępują ściśle według wytycznych Hilgersa (obok podajemy odnośnik do listy takich placówek w Polsce). Muszą oni przejść szkolenia i zdać egzaminy. Potem otrzymują certyfikat i akredytację Amerykańskiej Akademii Profesjonalistów Ochrony Płodności (organizacja zawodowa założona także przez Hilgersa). To pozwala utrzymać wysoki poziom i skuteczność naprotechnologii i czuwać nad jej dobrą marką.

NaPro to dokładna i dobra diagnostyka i skuteczne leczenie chorych narządów rodnych kobiety i mężczyzny. NaPro ma do tego własne narzędzia: model Creightona, czyli obserwację tzw. biomarkerów płodności w cyklu miesiączkowym, oraz wypracowane metody w chirurgii ginekologicznej, ginekologii oraz endokrynologii. Instruktor i lekarz, którzy pracują z parą małżeńską (nie tylko z samą kobietą), szukają przyczyn braku upragnionego dziecka pod różnymi aspektami. Biorą pod uwagę także tryb życia, stopień nasilenia stresu, kondycję psychiczną, zwyczaje żywieniowe pary – wszystko to, co przeważnie lekceważy się lub na co nie ma czasu w zwykłych gabinetach ginekologicznych, a co ma wpływ na płodność. NaPro to aspekty duchowy, fizyczny, intelektualny, komunikacyjny i emocjonalny relacji małżeńskiej. Ta metoda szanuje życie ludzkie od jego poczęcia oraz akt małżeński i zawsze scala małżeństwo. Ale NaPro to nie tylko medycyna, która pomaga począć dzieci. Czuwa też, by urodzić je w odpowiednim czasie (z in vitro rodzi się sporo wcześniaków).

Ma też taki aspekt, o którym w ogóle się nie mówi. Może być bowiem stosowana przez kobiety od okresu dojrzewania aż po menopauzę. To system tzw. wczesnego ostrzegania przed problemami zdrowotnymi. A często też wykrywania już istniejących poważnych schorzeń, nawet nowotworów. Naprotechnologia jest metodą, która wymaga cierpliwości i czasu. Ale jeśli stawką jest nowe życie i zdrowie kobiety, to warto zainwestować (przy czym kosztuje niewspółmiernie mniej niż program in vitro). Na czym więc to wszystko polega?

Czas się zatrzymał [Marcin Jakimowicz]

 O niepozornym zdarzeniu na Podhalu, które miało nieprawdopodobny wpływ na polski Kościół, z Markiem Nowickim

Czas się zatrzymał

Marcin Jakimowicz: 40 lat temu ks. Blachnicki zapisał: „Otwieramy się na Odnowę w Duchu Świętym”. Zaczęły się wakacje. Polska towarzysza Edwarda ruszyła tłumnie na urlop…

Marek Nowicki: To, że ks. Blachnicki otworzył ruch oazowy na Odnowę w Duchu Świętym, było początkiem ogromnego łańcucha wydarzeń. Pierwsza konsekwencja tej decyzji? Tysiące członków ruchu zaczyna w 1975 r. gorąco przyzywać Ducha Świętego, wołać o Jego ogień. Ks. Franciszek wiosną zarządził Nowennę do Ducha Świętego, a całą formację tego roku oparł na tej rzeczywistości. I jak to zwykle bywa, gdy Duch Święty jest gorąco przyzywany, nie daje na siebie długo czekać. (śmiech) Zstępuje z mocą.

Muzułmanom śni się Jezus [Weronika Pomierna]

O terrorystach mających sny i o duchowej rewolucji na Bliskim Wschodzie mówi pastor Tom Doyle

Weronika Pomierna: Jak poznałeś pierwszego muzułmanina, który mówił, że przyśnił mu się Jezus?

Tom Doyle: W czasie studium biblijnego w Izraelu. Gdy usłyszałem, że siedzący obok mężczyzna ma na imię Mohammed, zapytałem, czy przeszedł na chrześcijaństwo dlatego, że miał dość islamu. Okazało się, że był praktykującym muzułmaninem, ale pewnej nocy przyśnił mu się Jezus.

Co mu powiedział?

Że bardzo go kocha. Towarzyszyło temu niezwykłe poczucie bezpieczeństwa. Mężczyzna wkrótce został chrześcijaninem. Zafascynowało mnie to. Przez 20 lat byłem pastorem. Do Ziemi Świętej pojechałem w 2001 r. jako turysta. Wiele podróżowałem po Bliskim Wschodzie. Zacząłem spotykać tam muzułmanów, którzy mieli podobne sny. W Iraku, Iranie, Afganistanie, Egipcie, Syrii i Libanie. W Jordanii pomagałem w szpitalu prowadzonym przez Amerykanów. Pewnego dnia przyszła tam kobieta w hidżabie. Pomogliśmy jej dziecku. Następnego ranka czekała przed wejściem do szpitala. „Widziałam Go w nocy” – zawołała do lekarza. „Kogo widziałaś?” – zapytał. „Jezusa! Przyszedł do mnie we śnie! Powiedział, że mnie kocha i że umarł na krzyżu za moje grzechy. Nigdy nie czułam się tak bezpiecznie przy żadnym mężczyźnie!”. Sny powtarzały się przez cały tydzień. Zaczęła czytać Biblię.

Robiła to w ukryciu?

Tak. Pod koniec tygodnia powiedziała nam, że kocha Jezusa. Poprosiła, żebyśmy odmówili z nią modlitwę oddania życia Jezusowi. Obecnie bierze udział w spotkaniach Kościoła podziemnego. Pewnego dnia do kliniki przyszła kobieta, która miała problem z ramieniem. Miała na sobie burkę, która zasłaniała niemal całe ciało. Kiedy upewniła się, że lekarz jest chrześcijaninem, podciągnęła delikatnie rękaw i pokazała wytatuowany na przedramieniu krzyż, dodając: „Kocham Jezusa”. Zaniemówił. Miała niezwykłą radość w oczach! W Koranie kobiety mają niższą wartość niż mężczyźni. Gdy mówimy im, że Bóg kocha je i że o zmartwychwstaniu najpierw dowiedziały się właśnie kobiety, nie dowierzają. Gdy lekarz spojrzał na jej męża, który stał kilka metrów dalej, mężczyzna pomachał mu i wyszeptał: „Ja też Go kocham”.