Jesteś tutaj

„Gość Niedzielny”: Wyspa świętych

Autor: 
Gość Niedzielny

Tego miejsca w Londynie nie odwiedzają turyści. A zasługuje ono ze wszech miar na pamięć i… modlitwę. Tyburn – przez kilka wieków stała tam szubienica, na której ginęli katoliccy męczennicy. Dziś trwa tu nieustanna adoracja.

W 31 numerze "Gościa Niedzielnego" między innymi

Likwidacja Krucjaty [Andrzej Grajewski]

55 lat temu zapadły decyzje o likwidacji Krucjaty Wstrzemięźliwości. Z premedytacją zamordowano dzieło, które mogło otrzeźwić Polskę.

W maju 1960 roku. był to już potężny, prężnie rozwijający się ruch społeczny, który obejmował wszystkie diecezje w Polsce. Według szacunków przedstawionych na II Zjeździe Duszpasterskim Krucjaty Wstrzemięźliwości na Jasnej Górze w kwietniu 1960 r., po niespełna czterech latach działalności do Krucjaty Wstrzemięźliwości należało 100 tys. dorosłych, a liczba ta nie obejmowała ogromnej rzeszy dzieci i młodzieży skupionych w Krucjacie Dziecięcej. Krucjata była obecna w blisko tysiącu polskich parafii.

Ponad 600 duchownych oraz 1500 alumnów należało do Krucjaty i starało się propagować jej ideały oraz organizować dalsze struktury. Jedynie w diecezji katowickiej, według szacunków bezpieki, należało do niej ponad 25 tys. dorosłych, w tym wielu robotników. Krucjata była jednym z najważniejszych owoców Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego, złożonych w sierpniu 1956 roku. Przejęty tamtą ideą ks. Franciszek Blachnicki stworzył w 1957 r. ruch, który nazwał Krucjatą Trzeźwości. Łączył on zasady katolickiego ruchu abstynenckiego z ruchem maryjnym.

Drzewo męczenników [ks. Tomasz Jaklewicz]

Tego miejsca w Londynie nie odwiedzają turyści. A zasługuje ono ze wszech miar na pamięć i… modlitwę. Tyburn – przez kilka wieków stała tam szubienica, na której ginęli katoliccy męczennicy. Dziś trwa tu nieustanna adoracja. 

Czasem ogarnia mnie złość, że my, katolicy, nie znamy dobrze historii własnego Kościoła i dlatego nie potrafimy jej bronić. Częściowo to owoc coraz bardziej nachalnej medialnej propagandy, skutek przedziwnej niechęci zachodniej kultury do własnych korzeni, czyli do Kościoła. Część prawdy to pewnie i to, że my, katolicy, nie piszemy dobrych książek i nie kręcimy filmów promujących naszych bohaterów, nie bronimy się przed kłamliwymi informacjami. Poprawność polityczna każe wciąż przepraszać za kilka ciemniejszych kart historii Kościoła i zabrania mówić o tych jasnych, których jest nieporównywalnie więcej. Dość marudzenia, do rzeczy! Będąc kiedyś w Londynie, wybrałem się, by odnaleźć to miejsce. Trzeba wysiąść na stacji metra Marble Arch (nazwa pochodzi od brzydkiego marmurowego łuku triumfalnego, stojącego na północno-zachodnim rogu Hyde Parku). Nieopodal znajduje się słynny Speakers’ Corner, który dziś przyciąga raczej wariatów niż mówców. Szkoda czasu na tę wątpliwą atrakcję. Lepiej skierować swoje kroki wzdłuż Bayswater Road biegnącej brzegiem Hyde Parku. W rzędzie kamienic zauważymy dyskretnie wtopiony między budynki kościół i klasztor – Tyburn Convent. Od prawie stu lat żyją i modlą się tutaj benedyktynki od adoracji Najświętszego Serca Jezusa. To oaza ciszy, skupienia. Zawsze jest tu wystawiony Najświętszy Sakrament, przed którym dwie siostry trwają na adoracji. To sanktuarium angielskich męczenników, zamordowanych w latach 1533–1681 za wierność Kościołowi katolickiemu. Na potężnej trójkątnej „królewskiej” szubienicy, zwanej Tyburn (nazwa dawnej wioski) albo Drzewem Tyburn, ginęło wielu zwykłych przestępców. Zginęła także ponad setka katolików wiernych swojej wierze. Drzewo śmierci zamienili w drzewo życia. Mała okrągła płyta na wysepce dla pieszych na ruchliwym skrzyżowaniu przypomina dokładne położenie szubienicy.

Starsi bracia [Jacek Dziedzina]

Gdy nasi przodkowie czcili jeszcze słowiańskie bóstwa, ich przodkowie śpiewali już hymny wielkanocne. Dziś chrześcijanie z Syrii stają się naszymi sąsiadami. Czekając na kolejne grupy uchodźców, warto nakreślić mapę chrześcijaństwa w tym kraju. Mapę, która z powodu wojny staje się coraz mniej aktualna. 

W Syrii miałem okazję być w 2008 r., trzy lata przed rebelią, która szybko zamieniła się w wyniszczającą wojnę. Z góry Kasjun, należącej do pasma górskiego Antyliban, rozciągał się imponujący widok na Damaszek – najstarsze miasto świata. A przynajmniej najdłużej zamieszkiwane. Zielone kopuły meczetów i strzeliste minarety wyraźnie dominowały w tym krajobrazie. To oczywiście nie był pełny obraz tego miejsca. Poza minaretami można było dostrzec liczne kościoły.

Sport i zmiana płci [ks. Dariusz Kowalczyk SJ]

Sąd Kasacyjny we Włoszech dokonał w ostatnich dniach istotnego rozstrzygnięcia. 45-letni Massimiliano Marchesi twierdzi, że od dawna czuł się kobietą. 

Nie poddał się operacji zmiany płci, bo bał się ewentualnych komplikacji zdrowotnych. Chciał jednak dokonać zmiany wszystkich dokumentów, by wynikało z nich, że jest kobietą. Pierwsze dwie instancje sądowe odrzuciły wniosek Marchesiego, twierdząc, że skoro nie było zmiany płci, to nie można jej formalnie stwierdzić. Sąd Kasacyjny dał jednak odpór tej zaściankowości i orzekł, że nie jest istotna operacja zmiany płci, tylko to, kto kim się czuje.

Jeśli pan Marchesi czuje się kobietą, to znaczy, że jest panią. Massimiliano będzie miał nowe dokumenty jako Sonia. Bo to ponoć jest niezbywalne prawo człowieka, by mieć dokumenty na kobietę lub mężczyznę w zależności od samopoczucia. W Polsce parlament przyjął kuriozalną Ustawę o uzgodnieniu płci, która idzie w tym samym kierunku, co orzeczenie włoskiego Sądu Kasacyjnego. Swoją drogą, smutny jest ten całkowity zwrot Platformy Obywatelskiej w kierunku ideologii antychrześcijańskich i przepychanie kolejnych lewackich ustaw.

Zastanawiam się, co w tej partii jeszcze robią ludzie uważający się za katolików… Powracając do zmiany płci na życzenie – nasuwa się pytanie, jakie konsekwencje może mieć to szaleństwo w sporcie. Nasi siatkarze to fachowcy najwyższej klasy. A kobietom siatkarkom idzie od lat raczej marnie. Gdyby tak przed mistrzostwami świata w siatkówce kobiet kilku siatkarzy orzekło, że czuje się kobietami, czyli siatkarkami, i chce grać w reprezentacji kobiecej, to mogliby zostać mistrzyniami świata. Co więcej, taki manewr wcale by nie oznaczał, że owi siatkarze są straceni dla reprezentacji męskiej.

Płeć zostaje uzależniona od samopoczucia, a samopoczucie w życiu ludzkim może się zmieniać. A zatem płeć można będzie zmieniać wielokrotnie. Mam jednak nadzieję, że przynajmniej sport pozostanie ostoją zdrowego rozsądku. Absurdy związane ze zmianą płci w zależności od samopoczucia da się mnożyć w nieskończoność. Wyobraźmy sobie na przykład, że ktoś w dowodzie ma napisane: wzrost 176 cm, ale czuje się, jakby miał 190 cm.

Czyż w imię tolerancji nie należy pozwolić, by miał w dowodzie 190 cm wzrostu?! Niestety, w obecnym porządku prawnym policja i urzędy mogłyby się czepiać, że obywatel podał fałszywe dane. Ale wszystko przed nami…