Jesteś tutaj

Historie cudownych uzdrowień i nawróceń

Autor: 
PROMIC

Zbiór wzruszających historii nawróceń. Bezdomny narkoman, samotny mężczyzna, kandydat do Pokojowej Nagrody Nobla, striptizerka, człowiek uzależniony od kokainy i zagubiona ateistka.

Zbiór wzruszających historii nawróceń. Bezdomny narkoman, samotny mężczyzna, kandydat do Pokojowej Nagrody Nobla, striptizerka, człowiek uzależniony od kokainy i zagubiona ateistka - wszyscy znaleźli nadzieję i uzdrowienie w kochającym Bogu i w trakcie swojej wędrówki ku nawróceniu otrzymali pomoc w postaci obecności Najświętszej Maryi Panny i Jej objawień w Medjugorie.

* * *

Christine Watkins, Historie cudownych uzdrowień i nawróceń , tłumaczenie Justyna Przybyłowska, Wydawnictwo PROMIC, 2014

[fragment]

Goran

Opowieść o cierpiącym na schizofrenię, bezdomnym narkomanie, który dzięki pomocy Maryi podniósł się z nędzy i został szczęśliwym mężem i ojcem

Znów się obudziłem. Kto wie, jak długo byłem nieprzytomny. Tym razem połknąłem garść tabletek, popiłem je butelką wódki i wziąłem działkę heroiny, jednak moje próby samobójcze z jakiegoś powodu nigdy nie były udane.

Drżąc, przeczołgałem się po podłodze opuszczonego, bezokiennego budynku, do którego zawędrowałem, i przykryłem swoje konające ciało folią. Chciałem już tylko odpocząć. Od miesięcy nie mogłem spać, ponieważ gdy tylko zasypiałem, dręczyły mnie senne koszmary, z których natychmiast pragnąłem się obudzić.

Był środek zimy. Skończyłem trzydzieści lat. Nie miałem nikogo. Nie miałem nic, nawet jedzenia. Leżąc tak na ziemi i gapiąc się w ścianę, czułem się przeraźliwie samotny... Wzgardzony. Miałem nadzieję, że to tylko kolejny koszmar... ale przejmujący chłód, który przeszywał mnie do szpiku kości, mówił mi coś innego. Czułem się martwy, choć nadal żyłem.

Pierwszy raz, odkąd byłem dzieckiem, zacząłem płakać. Próbowałem się modlić, ale nie mogłem sobie przypomnieć, jak się to robi. Tak naprawdę nigdy nie nauczyłem się modlić, a właściwie nie próbowałem się nauczyć. Nie potrafiłem znaleźć właściwych słów. Przez łzy, z głębi duszy, zacząłem wzywać Matkę Boską...

Przerażony i samotny, wmawiałem sobie, że jestem prawdziwym mężczyzną

Tę smutną noc spędziłem na zimnej betonowej podłodze w moim rodzinnym mieście, chorwackim Splicie, leżącym na wybrzeżu Adriatyku. Do takiego stanu doprowadziły mnie lata nadużywania narkotyków i alkoholu, ale nawet zanim uzależniłem się od tych substancji, moje życie nie było usłane różami.

Nieszczęście dotknęło mój dom rodzinny bardzo wcześnie i na długo pogrążyło nas wszystkich w głębokim smutku. Kiedy moja siostra miała cztery lata, wypadła z okna znajdującego się na piątym piętrze wprost pod nogi mojej matki... Umarła kilka godzin później. Mój brat, mając zaledwie rok, zachorował na zapalenie opon mózgowych, w wyniku czego stracił słuch i zdolność mówienia. Po tych tragicznych wydarzeniach moja mama całymi dniami potrafiła jedynie siedzieć w piżamie przyklejona do telewizora. Wpadła w alkoholizm i pogrążyła się w silnej depresji, a później stwierdzono u niej białaczkę. Mój ojciec, marynarz, pracował na statku, z dala od domu, zarabiając na chleb dla rodziny. Wtedy to, nietrzymany twardą ręką i pozbawiony autorytetu, który mógłbym naśladować, zacząłem podkradać pieniądze z torebki mamy.

Nieustannie szukałem ucieczki od depresyjnego życia naszej rodziny, wychodząc z domu lub próbując znaleźć wytchnienie w świecie fantazji. Chciałem być jak moi idole z telewizji i filmów, którzy nauczyli mnie, że prawdziwy mężczyzna musi interesować się sportem, mieć tatuaże, wdawać się w bójki, trafiać do więzienia i dorobić się blizn na twarzy. Nikt nie nauczył mnie, że bycie dobrym człowiekiem może być czymś najpiękniejszym na świecie. Moi znajomi przekonali mnie, że dobroć i łagodność są dla mięczaków i kobiet. Kiedy miałem jedenaście lat, pod ich wpływem zacząłem pić i palić. Używki budziły we mnie wstręt, ale uznałem, że jeśli chcę być prawdziwym mężczyzną, w jednej ręce muszę trzymać papierosa, a w drugiej piwo. Poza tym, kiedy piłem, byłem zdolny do rzeczy, których w innych okolicznościach nigdy bym nie zrobił.

Pewnego dnia ukradłem samochód i uciekłem ze szkoły z dwoma przyjaciółmi. Chcieliśmy szybko opuścić miasto, więc wymijaliśmy inne samochody z szaleńczą prędkością, ale policja nas dogoniła. Tamtej nocy, mając jedenaście lat, po raz pierwszy spędziłem noc w więzieniu. Przerażony i samotny, wmawiałem sobie, że jestem prawdziwym mężczyzną, który żyje pełnią życia i nie potrzebuje niczego ani nikogo.

Z każdym dniem stawałem się coraz gorszy

Można odnieść wrażenie, że moje ciągłe kłamstwa, picie i drobne kradzieże świadczą o tym, że nie kochałem swojej rodziny. Było jednak wprost przeciwnie – bardzo ją kochałem i dlatego tak mocno cierpiałem. Szukałem pocieszenia na ulicy, ponieważ przebywanie w domu i patrzenie na moją pijaną i pogrążoną w depresji matkę lub ciężko chorego brata było dla mnie zbyt trudne.

Kiedy miałem trzynaście lat, mama umarła. Ponownie zawalił się cały mój świat. Osiem miesięcy później ojciec ożenił się ponownie. Nienawidziłem go za to, że pozwolił zająć komuś miejsce mamy, ale jeszcze bardziej nienawidziłem mojej macochy. Nie wiedziałem dlaczego, bo, prawdę mówiąc, wniosła do naszego domu światło. Była bardzo pobożną kobietą. Często się modliła, ale im częściej widziałem, że się modli, tym bardziej jej nienawidziłem.

Mniej więcej co dwa, trzy miesiące ogłaszałem, że się zabiję, ale nikt mi nie wierzył. Moja rodzina i przyjaciele uważali, że to wynik wstrząsu, który przeżyłem. W pierwszą rocznicę śmierci mojej mamy wróciłem do domu i zapytałem ojca, czy możemy porozmawiać. Chciałem opowiedzieć mu o swoich uczuciach – o wszystkim, co działo się w moim sercu. Ojciec siedział wtedy przed telewizorem, oglądając mundial w Argentynie. Nie oderwawszy nawet wzroku od ekranu, odburknął: „A co ty możesz mieć do powiedzenia? Marsz do pokoju i zajmij się nauką!”. Poszedłem więc do pokoju, wziąłem pistolet, który pożyczyłem od kolegi, przystawiłem go sobie do głowy i pociągnąłem za spust.

Mój ojciec, w panice, natychmiast zawiózł mnie do szpitala, gdzie lekarze podjęli próbę usunięcia kuli, która utknęła w mózgu. Było to jednak zbyt ryzykowne, więc postanowili ją tam zostawić. Kiedy wybudziłem się po operacji, ojciec i macocha, nie chcąc mnie martwić, powiedzieli mi, że kulę usunięto.

Po pewnym czasie, gdy byłem w jakimś barze, wybuchła tam bójka i ktoś uderzył mnie w głowę butelką po piwie. Kiedy pojechałem do szpitala, żeby założono mi szwy, lekarz powiedział, że mam coś w głowie. Spojrzałem na zdjęcie rentgenowskie i zobaczyłem kulę. Dało mi to pretekst, którego potrzebowałem, by wszcząć kłótnię. Popędziłem do domu, z hukiem otworzyłem drzwi i wrzasnąłem: „Okłamaliście mnie!”. Zawsze szukałem kogoś, kogo mógłbym obwiniać za to, co się stało. Wszyscy wokół mieli coś na sumieniu. Ja jeden byłem bez winy.

Ojciec widział, że dzieje się ze mną coś niepokojącego. Wiedział, z jakimi ludźmi się zadaję, ale myślał, że po prostu przechodzę okres buntu i że z czasem dojrzeję. Mi jednak nie przechodziło, z każdym dniem stawałem się coraz gorszy.

Uzależniłem się

Zmęczony poalkoholowymi kacami, zacząłem dodawać do drinków dostępne bez recepty leki. Wtedy jeden z moich znajomych, który właśnie zaczął palić marihuanę, powiedział: „Zapomnij o alkoholu. Kiedy pijemy, tylko się bijemy i dostajemy w tyłek. To głupota. Człowieku, ta nowa rzecz jest genialna. Wypalasz działkę i do końca dnia jesteś w świetnym nastroju”. Jego słowa wzbudziły moje zainteresowanie, podobnie jak i naszych pozostałych kolegów, ale obawialiśmy się marihuany, ponieważ chcieliśmy być bandytami, a nie narkomanami. Nasz kumpel wyjaśnił nam jednak, że marihuana wcale nie jest narkotykiem i nie uzależnia. Co więcej – jak twierdził – oczyszcza umysł, ułatwia uczenie się, rozluźnia, a do tego sprawi, że poczujemy się wolni. Zapaliłem więc swojego pierwszego skręta – i spodobało mi się.

Mniej więcej w tym samym czasie zacząłem robić sobie tatuaże, jednak nawet ja sam nie potrafiłem wyjaśnić, dlaczego wybierałem takie a nie inne wzory. Z pewnością nie świadczyły o mojej męskości, której tak desperacko starałem się dowieść. Jako piętnastolatek wytatuowałem sobie na prawym ramieniu słowa: „Mamusiu, kocham cię”. Rok później na moim lewym ramieniu pojawił się krzyż na szczycie góry. Kilka lat później na lewej piersi wytatuowałem sobie złożone do modlitwy dłonie ściskające różaniec.

Jednak wraz z upływem czasu to, co działo się w moim wnętrzu, zaczynało odpowiadać mojemu szorstkiemu wyglądowi. Za sprawą alkoholu, leków i marihuany, które krążyły w moim organizmie, coraz bardziej traciłem kontakt z rzeczywistością. Powoli odejmowało mi rozum: miałem problemy z pamięcią, kląłem jak szewc i popadałem w coraz głębszą depresję i paranoję. Byłem przekonany, że wszyscy chcą mnie zabić; piłem, by zapomnieć o dręczącym mnie, niezdrowym strachu. Kilka razy próbowałem ograniczyć ilość używek lub całkowicie z nich zrezygnować, ale bez skutku.

Z czasem przestało zależeć mi na tym, by uwolnić się od uzależnień. Pewnego dnia odwiedził mnie znajomy i powiedział: „Stary, możesz skończyć z tą depresją i agresją – mam coś lepszego. Właśnie spróbowałem heroiny – bije na głowę wszystko inne. Jest niesamowita. Doskonała”. Odczuwałem ogromną potrzebę wyzwolenia się z psychicznej agonii, której doświadczałem, i zgodziłem się... Kiedy heroina zaczęła płynąć w moich żyłach, zalała mnie fala euforii. Nie czułem wstydu ani zakłopotania. Miałem wrażenie, że odkryłem w sobie nowe zasoby miłości i chciałem pomagać wszystkim dookoła – a przynajmniej dawać im rady. Od razu się uzależniłem. Następnego dnia szybko znalazłem pieniądze i kupiłem kolejną porcję narkotyku; nie wiedząc jednak, jak używać igieł, właściwie sam zadawałem sobie tortury. Zanim wreszcie udało mi się znaleźć żyłę, cały zalałem się krwią. Potem po prostu zwiększałem dawkę alkoholu lub marihuany, żeby pozbyć się lęku przed igłami. A heroina nie była droga – przynajmniej na początku. Z czasem potrzebowałem jednak coraz większych dawek narkotyku, żeby odurzyć się tak jak wcześniej, zacząłem więc kraść różne rzeczy z domu rodziców, w którym mieszkałem. Wynosiłem złoto, talerze, wazony, miksery, dzbanki do kawy i wiele innych przedmiotów i sprzedawałem je za bezcen. Początkowo pięćdziesiąt kun (mniej więcej dziesięć dolarów) wystarczało na kupienie dziennego zapasu heroiny, ale po około trzech, czterech miesiącach nastąpił kryzys. Zacząłem potrzebować 100, a potem 200, 400, 500 kun każdego dnia. Kto tyle zarabia?

Kiedy mój ojciec poznał prawdę, pękło mu serce

Później popadłem w jeszcze większe szaleństwo. Zacząłem okradać obcych ludzi i włamywać się do samochodów. Po każdym kryzysie wracałem do domu pijany, prosząc ojca o więcej pieniędzy. Ponieważ widział, że zupełnie straciłem rozum, bardzo się o mnie zamartwiał. Pewnego dnia, kiedy nie było mnie w domu, poszedł do mojego pokoju i zaczął szukać czegoś, co mogłyby wyjaśnić moje zachowanie – znalazł strzykawki i gumową opaskę, których używałem do uwydatniania żył.

Kiedy poznał prawdę, pękło mu serce. Był zdruzgotany. Wiedział, że wpadłem w tarapaty, ale to...? Chcąc mi pomóc, próbował się do mnie zbliżyć, ale byliśmy zbyt podobni i czasami, kiedy obaj nie mogliśmy pohamować swojej złości, tłukł mnie na kwaśne jabłko. Po pewnym czasie zrozumiał, że kiedy znajdowałem się pod wpływem narkotyków, nic do mnie nie docierało i tłumaczenie mi czegokolwiek nie miało sensu. Starał się zatem okazać mi swego rodzaju miłość, podejmował próby nawiązania głębszej relacji, ale między nami zdążył wyrosnąć już zbyt wysoki mur. „Co to zmieni? – pytałem – Gdzie byłeś przez te wszystkie lata, które straciłem? Zostaw mnie w spokoju”.

W akcie desperacji mój ojciec wysłał mnie na oddział psychiatryczny szpitala w Splicie. Gdy tam byłem, moi koledzy przynosili mi narkotyki i alkohol. Byłem świetnym aktorem. Każdemu lekarzowi i każdej pielęgniarce potrafiłem opowiedzieć inną bajeczkę, i zawsze dostawałem to, czego chciałem. Wiedziałem, kiedy i jak zaskarbić sobie ich sympatię. Umiałem nawet płakać, by wzbudzić ich litość i zainteresowanie. Lekarze nigdy nie stwierdzili u mnie żadnej choroby. Wręcz przeciwnie, uznali, że to mój ojciec musi być niespełna rozumu, skoro mnie tam umieścił, przecież byłem jedynym grzecznym chłopcem na całym oddziale.

Staczaliśmy się na dno

Kiedy wyszedłem ze szpitala, wróciłem do zażywania heroiny i odnowiłem znajomość z dawną dziewczyną. Miała na imię Zeljka. Właściwie nie brała narkotyków, ale ponieważ widziała, że kiedy je zażywam, jestem spokojniejszy, lepiej śpię i wydaję się szczęśliwszy, często prosiła mnie, żebym pozwolił jej spróbować narkotyku. Wiedziałem, że jeśli zacznę dzielić się z nią swoimi działkami, będę musiał wydawać na heroinę więcej pieniędzy, dlatego tłumaczyłem jej, że to nie jest najlepszy pomysł. W końcu jednak zagroziła: „Jeśli nie pozwolisz mi spróbować heroiny, pójdę do znajomych, którzy mi ją dadzą”. Wiedziałam, że jeśli do nich pójdzie, może związać się z innym chłopakiem, który będzie ją zaopatrywał, a chciałem, żeby była moją marionetką, moją lalką – żeby spędzała czas tylko ze mną. Kilka razy nawet ją pobiłem, kiedy dowiedziałem się, że wyszła z kimś innym. Nie miałem wyjścia, musiałem dzielić się z nią swoimi zapasami i odtąd razem staczaliśmy się na dno. By mieć pieniądze na swoje stale rosnące potrzeby, ona także zaczęła okradać mojego ojca.

Raz jeszcze, próbując mi pomóc, ojciec załatwił mi pracę, sądząc, że jeśli będę pracował osiem godzin dziennie z jego znajomymi, wśród zdrowych osób, być może się zmienię. Popełnił jednak wielki błąd. Przyniosłem mu wstyd. Okradłem połowę pracowników firmy, a do pracy przychodziłem sporadycznie, w dodatku pijany. Pewnego dnia posunąłem się nawet do grożenia nożem swojemu szefowi i po tym incydencie zostałem wyrzucony.

Nasze dziecko

Zeljka i ja byliśmy ze sobą sześć lat. Byłem przekonany, że ją kocham, wytatuowałem sobie nawet na ramieniu napis „Kocham cię, Zeljka”. Ona także wierzyła, że jest we mnie zakochana. Właśnie wtedy okazało się, że jest w ciąży. Ona sama pragnęła urodzić dziecko, ale ja uważałem, że ze względu na styl życia, jaki prowadziliśmy, nie moglibyśmy utrzymać dziecka. Będąc w trzecim miesiącu ciąży, moja dziewczyna poprosiła, byśmy zaczęli żyć inaczej, jak normalni ludzie, ale ja zdecydowałem, że powinna usunąć dziecko.

Zeljka pożyczyła od kogoś pieniądze na aborcję i razem poszliśmy do prywatnego gabinetu lekarskiego w Splicie. Dała mi gotówkę, żebym zapłacił lekarzowi, kiedy skończy. To, co się wówczas stało, najlepiej pokazuje, jakim byłem wówczas człowiekiem. Kiedy dziewczyna, którą kochałem, leżała na stole zabiegowym, ja wybiegłem z poczekalni, by za pieniądze przeznaczone dla lekarza kupić narkotyki. Tak skończył się nasz związek.

Zeljkę trzymało przy mnie niskie poczucie własnej wartości, ale w końcu zrozumiała, że mogę ją tylko unieszczęśliwić. Kiedy mnie zostawiła, byłem zdruzgotany. Wierzyłem, że łączy nas miłość. Teraz widzę jednak, że Zeljka była tylko jednym z moich uzależnień. Gdybym ją kochał, nie mógłbym potraktować jej w taki sposób. Wówczas nosiłem w sobie jednak ogromną wściekłość, czułem się zdradzony, dlatego przed „Kocham cię, Zeljka” na moim ramieniu dodałem „nie”...

Ojciec uratował mi życie

W dalszym ciągu staczałem się po równi pochyłej. Pewnego dnia, wróciwszy do domu pijany i na głodzie – co było moim zwyczajnym stanem – poprosiłem ojca, żeby dał mi pieniądze. Ale on miał już tego dość i uderzył mnie pięścią w lewe oko. Bez zastanowienia wyciągnąłem mały nóż, który miałem w kieszeni, i dźgnąłem go w lewy bok. Po chwili przyjechała policja i zostałem aresztowany.

Wypuszczono mnie po kilku miesiącach. Nie mając dokąd pójść, postanowiłem szukać schronienia u ojca. Stanąłem przed drzwiami wejściowymi mojego rodzinnego domu i zapytałem, czy mogę wejść, ale tym razem ojciec postąpił z mądrością, co uratowało mi życie. Zamknął mi drzwi przed nosem i stojąc za nimi powiedział: „Synu, nie jesteś mile widziany w tym domu, ponieważ przez całe swoje życie miałeś wiele szans na to, by postawić rodzinę ponad paczką z ulicy, jednak zawsze wybierałeś tych ludzi. Jesteś dostatecznie dorosły i inteligentny, by wiedzieć, czego chcesz, więc możesz zostać ze swoimi kolegami. Narkotyzuj się, zamieszkaj na ulicy; a pewnego dnia, jeśli postanowisz wrócić, zapewnimy ci wszelką potrzebną pomoc, żebyś mógł rozpocząć normalne życie i znów być sobą”.

Przez całe swoje życie nienawidziłem mojego ojca, ale żadne słowa nie opiszą, jak wielką wściekłość czułem w tamtej chwili.