Jesteś tutaj

Niepozorny apostoł

recenzja filmu "Apostoł"

Film został zdjęty z ekranów francuskich kin w parę dni po zamachu na redakcję gazety „Charlie Hebdo”. Decyzję motywowano stwierdzeniem, iż nie można wywoływać dalszych zamieszek. Film stał się dla niektórych kontrowersyjny, zanim jeszcze mógł trafić do szerszej widowni.

Z wielką radością przyjąłem wiadomość o tym, iż w Polsce będzie dostępny film Apostoł (fr. L'Apotre). O tej produkcji mogliśmy usłyszeć wiele, m.in. to, iż film został zdjęty z ekranów francuskich kin w parę dni po zamachu na redakcję gazety „Charlie Hebdo”. Decyzję motywowano stwierdzeniem, iż nie można wywoływać dalszych zamieszek. Film stał się dla niektórych kontrowersyjny, zanim jeszcze mógł trafić do szerszej widowni. Oglądając jednak zapowiedzi filmowe, nie dopatrzyłem się żadnych kontrowersyjności. Dodatkowo od dosyć dawna obserwuję, co dzieje się w kinie francuskim, i przyznam, że do tej pory nie zawiodłem się (oczywiście pomijam jakieś masowe produkcje kinowe).

Reżyserem filmu jest Cheyenne Carron, urodzona we Francji, ale pochodzenia kabylskiego (innymi słowy z okolic Algierii). Trzeba przyznać, że nie była dotąd znana szerszej publiczności. Sama napisała scenariusz, inspirując się również wydarzeniami z lat swej młodości. Warto przy tym dodać, iż reżyserka po długiej „wędrówce” w 2014 roku w Święta Wielkiejnocy przyjęła chrzest w Kościele katolickim. Zachęcam do zapoznania się z jej postacią, między innymi na jej stronie internetowej.

Wróćmy jednak do samego filmu. Akcja Apostoła rozpoczyna się od zagadkowego morderstwa. W kolejnej scenie poznajemy Akima, młodego muzułmanina, który wraz z rodzicami oraz rodzeństwem mieszka w pewnym francuskim mieście. Możemy wnioskować, iż to tereny podmiejskie Paryża, ale nie ma o tym wzmianki (ja nie zauważyłem). Akim ma zostać następcą swojego wuja Raszida, pełniącego funkcję lokalnego imama. Młody bohater pewnego dnia dowiaduje się, iż w okolicy zabito siostrę katolickiego księdza. Jest tym bardzo poruszony, szczególnie wieścią, iż ksiądz zdecydował się mieszkać obok tej rodziny nadal, aby im pomóc w cierpieniu. W kilka dni później bohater zostaje zaproszony na uroczystość chrztu świętego dziecka nowo poznanego znajomego katolika. I ten moment jego życia staje się przełomowy. Pozostałe wydarzenia są następstwem tej jednej decyzji, pójścia na chrzest.

Tutaj mogłoby paść pytanie, czy Akim w takim razie był niewierzący? Trzeba odpowiedzieć od razu, że wręcz przeciwnie, wszyscy uważali go za gorliwego muzułmanina, praktykującego, stawiano go nawet za przykład innym w jego otoczeniu. Był podziwiany przez brata, kochany przez młodszą siostrę, był z niego dumny jego ojciec, a matka nieustannie się o niego troszczyła. Patrzymy zatem na prawdziwie kochającą się rodzinę islamską. Wspólnota muzułmańska także została przedstawiona jako wspierająca się – wszyscy członkowie wzajemnie siebie słuchają i pomagają sobie. A jednak serce i całe wnętrze Akima poruszył Jezus Chrystus. Śledząc dalsze losy bohatera, oglądamy tak naprawdę rozwój wewnętrzny człowieka, który spotkał żywego i prawdziwego Boga-człowieka, Miłość, która przekracza granice własnej wspólnoty i nakazuje wręcz iść dalej, ponad własne tragedie czy życiowe przeciwności.

Jak już wspomniałem wyżej, w filmie pojawia się postać katolickiego księdza, który na swój sposób jest zwyczajny. To, co mówi, jest oczywiste dla każdego wierzącego. A najważniejsze: nie przekonuje, nie nagabuje, nie przymusza Akima, aby koniecznie się ochrzcił. On po prostu jest i towarzyszy Akimowi w jego drodze do Jezusa Chrystusa, poprzez spokojne wysłuchiwanie jego pytań i odpowiadanie na nie.

Sądziłem przed obejrzeniem filmu, iż będzie to spektakularne nawrócenie, że obejrzę walkę między muzułmanami a katolikami, że zobaczę różnego rodzaju napięcia na tle religijnym. A okazało się, iż w filmie tego nie uświadczyłem. Kamera towarzyszy Akimowi, podobnie jak ksiądz, w zbliżeniu się do Pana Jezusa. Nie jest jednak ani natarczywa, ani dynamiczna. I to jest jeden z trzech paradoksów, których jesteśmy świadkami w produkcji Cheyenne Carron. Długie sceny, spokojne rozmowy wskazywałyby na brak dynamiki, a jednak dwie godziny mijają bardzo szybko. Prawdziwa akcja dokonuje się w głównym bohaterze, choć wiemy tylko tyle, ile on sam powie swojemu otoczeniu: znajomym i rodzinie. Drugi paradoks wiąże się z konwersją z islamu na chrześcijaństwo. Wbrew przypuszczeniom, film jest o poszukiwaniu, nie o prozelityzmie. Widzimy młodego człowieka stawiającego pytania zarówno imamowi, jak i księdzu. Obaj odpowiadają, ale to pytający sam dokonuje wyboru. Wymowna w tym kontekście staje się ostatnia scena filmu, gdy bracia stoją obok siebie i modlą się. Chociaż różnią się i dzieli ich wyznanie, modlitwa pozostaje nadal płaszczyzną porozumienia. W ten sposób najważniejsza staje się relacja: ja-Bóg, wszelkie inne wybory mogą być tylko podporządkowane temu jedynemu. Zresztą trzeba przyznać, iż rozwój właśnie tej relacji, jedynej w swoim rodzaju, między Bogiem a stworzeniem, stanowi centrum filmu.

Zwrócić należy uwagę na grę aktorską Faycala Safiego, muzułmanina, który swoją mimiką, gestami – oczywiście za pomocy dyskretnych, ukradkowych ujęć kamerą – doskonale oddał to, co przeżywała grana przez niego postać. Drugim, na którego warto zwrócić uwagę, jest Brahim Tekfa, grający starszego brata Akima. Poza grą aktorską urzeka piękno ujęć francuskiego miasta, zachwycić możemy się także muzyką, o którą zatroszczył się Patrick Martens. Nazwisko nie jest mi znane, natomiast przyznać muszę, iż melodie w tle komponowały się idealnie z poszczególnymi scenami.

Na koniec można zadać sobie pytanie: gdzie jest ten tytułowy apostoł? Żadna scena filmu nie przedstawia ewangelizacji, scen zatrzymywania ludzi na ulicach i głoszenia na skrzyżowaniach, że Panem jest Jezus. Jak już wspomniałem, ksiądz nie namawia, nie sugeruje nawet chrztu. Z jednej strony można by stwierdzić, iż w roli apostoła występuje główny bohater, który odkrywa Jezusa i to spotkanie odmienia jego życie. Z tym można się zgodzić, patrząc jednak głębiej, należałoby stwierdzić, iż tytułowym apostołem jest najbardziej niepozorna postać w całym filmie – znajomy, który zaprosił spontanicznie Akima na chrzest, człowiek, który nie miał ani wiedzy teologicznej, o czym można było przekonać się w kolejnych rozmowach, ani nawet zamiaru nikogo nawracać. I okazuje się, że bycie narzędziem w rękach Boga właśnie na tym polega, by po prostu żyć z innymi, by wychodzić z miłością do bliźniego, mojego sąsiada, sąsiadki, spotkanego na ulicy przechodnia, pomagać mu. To właśnie takie spotkania mogą stać się dla kogoś źródłem przemiany, zaczątkiem spotkania żywego Jezusa. I trzeci paradoks: niepozorny wierzący człowiek jest zawsze apostołem, powinien być dla nas wyrzutem sumienia i zaczątkiem zmiany, byśmy byli bardziej gorliwi i gnani miłością do drugiego człowieka. Całą resztę zrobi za nas Jezus Chrystus. 

* * *

Apostoł, reż. Cheyenne Carron, rok produkcji 2014, Francja, Studio Katolik