Jesteś tutaj

Przemyślenia z miejsca ciszy i porządku

recenzja książki "Podróż do siebie. Opowieść zranionego Miłością" bp. Piotra Jareckiego

Mamy bez wątpienia do czynienia z książką w pewien sposób pionierską, bo napisaną przez hierarchę po przejściach, który – po uznaniu winy za popełniony czyn – wysyła zdecydowany sygnał trwania na drodze szczerego nawrócenia. 

Podróż do siebie jest chyba pierwszą osobistą książką napisaną przez biskupa, którą przeczytałem. Bp Piotr Jarecki dzieli się z nami doświadczeniem swojego sześciotygodniowego pobytu w amerykańskim klasztorze trapistów. 

Kiedy otrzymałem informację o ukazaniu się książki biskupa Piotra, zainteresowałem się nią. Jej autor jest znaną osobą, szczególnie po wydarzeniu sprzed dwóch lat. Informowały o nim wszystkie kanały telewizyjne, stacje radiowe, prasa. Za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu hierarcha otrzymał także karę Stolicy Apostolskiej – zakaz sprawowania posługi biskupiej przez dwa lata. 

Co jest jej treścią, jaką ma formę? Po przeczytaniu pierwszych stronach wydaje się, że mamy do czynienia z dziennikiem. Bp Jarecki wyjaśnia, dlaczego wybrał tak szczególne – powiedzmy szczerze: z duchowego punktu widzenia elitarne – miejsce. Jest nim klasztor trapistów Genesee, założony w roku 1951. W tym to klasztorze czterdzieści lat wcześniej przebywał przez siedem miesięcy jeden z ulubionych autorów polskiego hierarchy, ks. Henri J. M. Nouwen. Owocem wspólnego życia z trapistami jest książka Dziennik z Genesee. Zapiski z klasztoru trapistów (1976). Bp Jarecki stwierdza jasno, że przyjechał, aby przemyśleć swoje życie. Trapiści i Nouwen oraz – jak później się okaże – inni autorzy podpowiadani przez zakonników będą towarzyszami duchowych refleksji.

Książka mnie zaskakuje. Autor bije się w piersi, mówi – chociaż dość ogólnie – o swoich słabościach, wadach, czasami powierzchownej duchowości. Tak bardzo osobiste wyznania biskupa są czymś szczególnym, przynajmniej w polskim Kościele. Otrzymujemy także obszerne komentarze  przeczytanych lektur, wysłuchanych homilii, przeprowadzonych rozmów. W sumie wszystko jest bardzo poprawnie ułożone. To właśnie owa poprawność, a także po jakimś czasie jednak powtarzalność, sprawiają, że niektóre wnioski stają się przewidywalne. 

Sądziłem początkowo, że to będzie dziennik. Po skończonej lekturze odczułem jednak niedosyt. Zabrakło mi w tej książce spontaniczności. Wszystko od początku do końca jest właściwie takie samo. Pierwszy tydzień pobytu to jeszcze luźne zapisy, ale od soboty przed pierwszą niedzielą adwentu rozpoczynają się codzienne zapiski: zasadniczo przedpołudniowy program, potem jakaś refleksja z lektury, homilii, często w nawiązaniu do własnego życia; wszystkie są do siebie zbliżone objętością. I tak właściwie do 2 stycznia. Zdaję sobie sprawę, że to moje subiektywne patrzenie. Może niepotrzebnie założyłem, że będę miał do czynienia z bardzo spontanicznym zapisem duchowych refleksji i przeżyć. 

Miejsce do tego bp Jarecki wybrał naprawdę doskonałe. Czas także szczególny – Adwent i Boże Narodzenie. Autor pomaga nam wejść w życie trapistów, być z nimi, poznać ich. Odsłania przed nami uporządkowane życie tego monastycznego zakonu. To jest niewątpliwie duży atut książki. Tak samo jak rozważania, które Autor przeprowadza, oraz tytuły książek, które sam odkrywa i jednocześnie niejako proponuje czytelnikowi. 

Mamy bez wątpienia do czynienia z książką w pewien sposób pionierską, bo napisaną przez hierarchę po przejściach, który – po uznaniu winy za popełniony czyn – wysyła zdecydowany sygnał trwania na drodze szczerego nawrócenia.   

* * *

Piotr Jarecki bp, Podróż do siebie. Opowieść zranionego Miłością, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2015, s. 263