Jesteś tutaj

Radość ewangeliczna - książka ojca Leona Knabita

Autor: 
Tyniec. Wydawnictwo Benedyktynów

Książka nie chce być jeszcze jednym owocem naukowej egzegezy, ale owocem refleksji mnicha, który od pół z górą wieku nie rozstaje się z Pismem Świętym.

Dzielenie się Ewangelią jest bardzo na czasie. I ten tomik (...) nie chce być jeszcze jednym owocem naukowej egzegezy, ale owocem refleksji mnicha, który od pół z górą wieku nie rozstaje się z Pismem Świętym. Autor będzie szczęśliwy, jeśli kogokolwiek wesprze w jego dążeniu do Światła w oparciu o karty Objawienia. (Ze wstępu)

Jezus nawołuje do doskonałości w kontekście miłowania nieprzyjaciół. To chyba jedno z najtrudniejszych przykazań, nie spotykane w innych systemach etycznych. Ci, którzy je wypełniają, zwłaszcza gdy są bezwzględnie i okrutnie prześladowani, zyskują wielki podziw i uznanie. Czy tylko tyle? A jak to wygląda w przełożeniu na nasz dzień powszedni, na nasze relacje z bliźnimi, kiedy to nawet brat z siostrą potrafią w sądzie do upadłego walczyć o prawa, które wydają im się należne? (Mt 5,43–48)

* * *

Leon Knabit OSB, Radość ewangeliczna. Refleksje biblijne, Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2015, s. 392

* * *

[fragment]

Mk 1,40-45 Uzdrowienie trędowatego

Trędowaty przyszedł do Jezusa i upadając na kolana, prosił Go: «Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić». Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony». Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. 

Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: «Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich». 

Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

Chyba Jezus patrzył z przymrużonym okiem na fakt, że człowiek uzdrowiony mimo zakazu rozgłaszał cud  na prawo i na lewo. Zwabieni ludzie i tak i tak przybywali tłumnie. A  Jezus - Mesjasz był wobec nich zwykłym pokornym człowiekiem, który czyni dobro, nie szukając rozgłosu. Godzina jego jeszcze nie nadeszła. Ale ludzie Go szukali, schodzili się do Niego, jedni dla uzdrowienia, inni ze zwykłej ciekawości – zobaczyć Cudotwórcę! Ot, co! Bo sensacja jest zawsze sensacją. Co z tego wynika dla nas? Ludziom potrzebującym należy świadczyć dobro  bez względu na okoliczności, choć czasem sprawdza się przysłowie. „Dobre uczynki mszczą się na tych, którzy je spełniają”. Ale nie szukać popularności. A jeśli ona przychodzi? Przyjąć pokornie tak, jak zresztą zelżywości i zniewagi. Nie nam Panie, nie nam, ale Imieniu Twemu daj chwałę...