Jesteś tutaj

Cristiada w wersji soft - strona 3 z 3

Z kart Listy Bergoglio wyłania się historia racjonalnego duchownego, który nie dyskredytując żadnych poglądów, potrafił zrozumieć panujące w łonie władzy nastroje i unikać bezpośredniej konfrontacji z reżimem.

Historia uratowanych przez Franciszka ludzi jest fascynująca o tyle, że przyszły papież brał na siebie ogromne ryzyko, pomagając ludziom, którzy z Kościołem nie mieli wiele wspólnego, a często wręcz nie znosili kleru i nie chcieli mieć z nim żadnych kontaktów. Z kart Listy Bergoglio wyłania się historia racjonalnego duchownego, który nie dyskredytując żadnych poglądów, potrafił zrozumieć panujące w łonie władzy nastroje i unikać bezpośredniej konfrontacji z reżimem. Warto jednak dodać, że kiedy tylko zaistniała taka potrzeba Bergoglio nie zawahał się ani chwili i zdecydował się na spotkanie twarzą w twarz z gen. Videlą oraz adm. Masserą w celu uzyskania informacji o miejscu przetrzymywania dwóch, wspomnianych już księży – kardynałowi bardzo zależało na ich uwolnieniu, więc zarzuty, związane z ich wydaniem w ręce junty tym bardziej wydają się zupełnym kuriozum. O tym wszystkim można przeczytać w dodatku, dołączonym do książki „Przesłuchanie kardynała Bergoglio z tzw. procesu ESMA z 2010 r”, w którym wybrzmiewa stosunek papieża do całej sprawy, ale o uratowanych przez siebie osobach Franciszek nie wspomina nawet słowem. Właśnie między innymi dlatego warto przeczytać całą książkę i poznać konkretne fakty, na podstawie których czytelnik może wyrobić zdanie na temat stosunku Kościoła do reżimu. Mimo że argentyński Episkopat przepraszał za złą postawę niektórych duchownych, nigdy nie ujawnił roli, jaką odgrywali chociażby jezuici i inni wierni ludowi księża, bez których dyktatura pochłonęłaby dużo więcej ofiar. Dobrze zatem, że do dyskusji, w której dominują głosy o tym, że Kościół zrobił wtedy za mało, dołączają te, ujawniające, że sama głowa owego kościoła zrobiła wszystko co w swojej mocy, żeby uratować życie wielu osób.

Podsumowując, nie było otwartej konfrontacji, nie było też księży-herosów, podkładających bomby w walce z reżimem (jak w latach 20-tych XX w. w Meksyku), ale z pewnością praca organiczna zrobiła swoje, o czym świadczą nie tylko historie, przedstawionych w książce osób. Nie zapominajmy również o potędze tzw. soft power, działalność jezuickiego Colegio Maximo de San José, któremu przewodniczył kard. Bergoglio, pozwoliła na wykształcenie kolejnych, świadomej swojej roli w społeczeństwie księży, którzy mogli budować swój światopogląd w wolności od polityki zaślepionej ideologią junty.