Jesteś tutaj

Idiotyzmy feminizmu

Autor: 
Wydawnictwo Fronda

Książka ma na celu obnażenie wynaturzeń, niedorzeczności oraz absurdów, jakie niesie ze sobą feminizm. Autorka opisała 40 tematów, wokół których koncentrują się postulaty feministek (także tych „zdrowych”) lub antyfeministek.

Pacjent: wynaturzony feminizm wyrażający szaleństwa radykałów spod znaku kolorowej tęczy, genderu, lewactwa i poprawności politycznej.

Zabieg: bezkrwawy, lecz bezlitosny.

Cel zabiegu: odsłonięcie i obnażenie idiotyzmów feminizmu.

Narzędzia: jaskrawe fakty, zdrowy rozsądek i logika.

Naczelny chirurg: Magdalena Żuraw.

Uwagi: zabieg nie ma na celu potępienia feminizmu, tylko odsłonięcie jego wynaturzeń, niedorzeczności i absurdów. Oto niektóre elementy pola operacyjnego: • Prawa wyborcze
• Aborcja
• Molestowanie seksualne
In vitro
• Koedukacja
• Antykoncepcja
• Przemoc w rodzinie
• Ekofeminizm
• Studia gender
• Język neutralny płciowo
... oraz trzydzieści innych.

Zalecenia pozabiegowe: dużo trzeźwego osądu i dystansu. Przydatny również sceptycyzm w dużych dawkach.“Antyfeministą może dziś zostać obwołany zarówno konserwatysta Janusz Korwin-Mikke, twierdzący, że kobiety nie powinny mieć prawa do głosowania, jak i komunista Leszek Miller, który podczas kampanii wyborczej w 2011 r. z pewnością naraził się red. Pacewiczowi i pannie Megger, mówiąc, że „brzydkie kobiety odstraszają wyborców”.

O autorce

Magdalena Żuraw, publicystka. Absolwentka wydziału filozofii Uniwersytetu im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Publikowała m.in. w tygodnikach: „Uważam Rze”, „Gazeta Polska”, „Najwyższy Czas!”; w miesięcznikach: „Nowe Państwo”, „Opcja na prawo”, w kwartalniku „Polonia Christiana” oraz na portalach: Niezalezna.pl, Fronda.pl, Wpolityce.pl, Pch24.pl.

O autorce rysunków

Monika Stawicka. To jej debiut ilustratorski. Na co dzień pracuje w firmie IT, rysunek to jej hobby. Ulubione techniki: ołówek, linoryt. Literatura piękna jest dla niej niewyczerpanym źródłem inspiracji. Obok literatury taką inspirację stanowią też teksty piosenek, np. Nicka Cave’a. Gdy nie rysuje i jest akurat w domu, oddaje się drugiemu hobby, jakim jest ogrodnictwo. Lubi zwierzęta, szczególnie ptaki.

Fragment książki

Emerytury

Emerytury, a raczej wysokość wieku emerytalnego, to ostatnio głośny temat. Nie chciałabym tu wchodzić w rozwlekłe spory polityczne i eksperckie, w większości zresztą jałowe, tylko zastanowić się nad istotą samego systemu emerytalnego.

Polskie feministki dość często zabierają głos w sprawie konieczności zmian w emeryturach. Podczas Kongresu Kobiet w 2011 r. padały rozmaite propozycje: likwidacji nadużyć przy „umowach śmieciowych”, finansowego rekompensowania czasu opieki nad dzieckiem, wprowadzenia kulturowych wzorców skandynawskich itd. Ostatecznie Kongres Kobiet poparł, m.in. podczas spotkania z premierem Donaldem Tuskiem – choć w prasie pozytywnie wypowiadała się na ten temat także m.in. Kazimiera Szczuka – rządowy pomysł zrównania wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn oraz stopniowego podwyższania go do 67 lat ze względu na sytuację demograficzną. Czy słusznie?

Polski system emerytalny, jak większość podobnych systemów na świecie, to rodzaj „piramidy finansowej”. Opiera się na tzw. umowie pokoleniowej, a więc na mechanizmie wypłacania przez ZUS emerytur z pieniędzy osób aktualnie pracujących. Jest to oczywiście system patologiczny – nic dziwnego zatem, że się wali. Elementem, który miał ulepszyć tę absurdalną „piramidę”, były przymusowe Otwarte Fundusze Emerytalne, ale mimo reklam przedstawiających wakacje pod palmami ta rzekomo liberalna reforma zakończyła się fiaskiem. Dość powiedzieć, że OFE do 2009 r. pobierały prowizję od każdej naszej składki na poziomie do 7 proc.; w związku z tym od 1999 do 2008 r. ze 120 mld zł składek aż 10,6 mld zł trafiło w ręce macherów od emerytur (z tytułu prowizji od składek i opłat za zarządzanie). Aby w pełni uświadomić sobie skalę tego złodziejstwa, proszę wyobrazić sobie bank, który za każde 120 zł wpłacone na lokatę oszczędnościową pobierałby 10 zł prowizji...

Należy więc jak najgłośniej mówić: Aby uzdrowić system emerytalny, należałoby w ogóle znieść przymus płacenia składek – wówczas każdy odkładałby pieniądze na swoją emeryturę według własnego rozeznania: jeden odprowadzałby co miesiąc jakąś sumę do banku (na czym wyszłoby się znacznie korzystniej niż na składce do ZUS!), drugi chowałby pieniądze w skarpecie, trzeci inwestowałby w nieruchomości.

Można by też w ogóle nie odkładać – i po prostu zadbać o kilkoro dzieci. Świat opierał się na takim naturalnym „systemie” przez wiele tysięcy lat, a przyrost naturalny był ogromny. (Co tu zresztą dużo mówić – to właśnie przymusowe emerytury są jedną z trzech głównych przyczyn – obok rozrośniętego „socjalu” i utraty wiary w Boga – demograficznego upadku Europy. Przypomnę, że według oficjalnych statystyk po około stu latach istnienia systemu emerytalnego 10 najpopularniejszych imion nadawanych chłopcom w stolicy Unii Europejskiej, Brukseli, to: Mohamed, Adam, Rayan, Ayoub, Gabriel, Alexandre, Anas, Hamza, Nathan i Amine)...

Czy wiesz, że...

• ...część feministek popierających podwyższenie wieku emerytalnego ma w tym osobisty interes?

Anna Karaszewska, popierająca pomysł rządu Donalda Tuska prezes zarządu Kongresu Kobiet, jest jednocześnie dyrektorem zarządzającym polskiego oddziału grupy Ingeus. Firma ta – jak czytamy na jej stronie internetowej – „specjalizuje się w przywracaniu na rynek pracy najtrudniejszych grup, w tym długotrwale bezrobotnych”. Oczywiście „we współpracy z rządem, samorządami i publicznymi instytucjami rynku pracy”.

Szefową Rady Programowej Kongresu Kobiet jest jedna z największych zwolenniczek podwyższenia wieku emerytalnego Henryka Bochniarz, prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”. „Lewiatan”, z którym związana jest także m.in. wiceprezes Kongresu Kobiet Justyna Kryczka, jest żywotnie zainteresowany podwyższeniem wieku emerytalnego, gdyż oznacza to większą liczbę osób na rynku pracy, czyli mniejsze koszty dla pracodawców.