Jesteś tutaj

„Tygodnik Powszechny”: Alarm dla Ziemi

Autor: 
Tygodnik Powszechny

Po raz pierwszy w historii Watykanu kwestia ekologiczna stanęła w centrum, stając się samodzielnym tematem najważniejszego dokumentu papieskiego – pisze o najnowszej encyklice Michał Olszewski. 

„Tygodnik Powszechny” nr 26/2015

 Alarm dla Ziemi.

Węgiel: polski kłopot z encykliką o ekologii

zapowiedzi

Tygodnik Powszechny: Ekologia w centrum Kościoła [Michał Olszewski]

Po raz pierwszy w historii Watykanu kwestia ekologiczna stanęła w centrum, stając się samodzielnym tematem najważniejszego dokumentu papieskiego – pisze o najnowszej encyklice Michał Olszewski. – Franciszek w „Laudato si” jako pierwszy z papieży przemierza szlak, który wytyczały w ostatnich latach organizacje pozarządowe i eksperckie oraz konferencje klimatyczne. A jednocześnie encyklika pokazuje, jak poważny jest protokół rozbieżności pomiędzy katolicyzmem a częścią ekologów. W kraju fundowanym na węglu i jednocześnie deklarującym przywiązanie do nauk papieskich encyklika Franciszka może wywołać konsternacje, oznacza bowiem symboliczną rehabilitację tych wszystkich środowisk, które w ostatnich latach odsądzane były od czci i wiary – zauważa Olszewski. – Oczywiscie, w encyklice ani nazwa Polski, ani żadnego innego kraju nie pada. To spojrzenie z lotu ptaka, próba syntezy, w której nie wskazuje się palcem winnych, zamiast tego poszukuje się dróg wyjścia z kryzysu. Konstatacje Franciszka są jednak również dla nas bardzo niewygodne. Należymy do grupy krajów stosunkowo zamożnych, a jednocześnie uzależnionych od węgla. Co więcej, wbrew klimatologom, rosnącej grupie ekonomistów, wbrew papieżowi, chcemy tę zależność za wszelka cenę utrzymać.

Tygodnik Powszechny: Czyńcie sobie ziemię kochaną [o. Stanisław Jaromi]

Encyklika jest pełnym nadziei, powiedziałbym: nawet proroczym przekonaniem, że mamy wszystkie argumenty – technologie, naukę, kreatywność ludzką – żeby świat czynić lepszym. Dla wszystkich mieszkańców ziemi. Franciszek staje się rzecznikiem tych, którzy spychani są na margines rozwoju świata. Za bardzo uwierzyliśmy w ciągle powtarzaną narrację, że „jest świetnie” – zauważa o. Stanisław Jaromi, ekolog i franciszkanin. Tekstów afirmujących Boże stworzenie jest w Biblii mnóstwo. Papież stawia nam za wzór podejście samego Jezusa do przyrody. Przyjrzyjmy się jak ją rozumiał. W naszym Ruchu Ekologicznym polecenie „czyńcie sobie ziemie poddaną” reinterpretujemy, odwołując się do przykazania miłości, i mówimy: „czyńcie sobie ziemie kochana”.

Czytając encyklikę musimy zrozumieć, że ochrona środowiska nie jest lewicowa ani prawicowa. Planeta nie głosuje i nie lobbuje. Dlatego odczytywanie encykliki jako „antypolskiej” przez niektórych komentatorów brzmi absurdalnie. Jeśli na serio potraktujemy jej tekst, odkryjemy, że w rzeczywistości jest „propolska” – mówi na łamach „Tygodnika Powszechnego” Robert Cyglicki, dyrektor Greenpeace Polska. Nowością jest to, że tekst encykliki stanowi realizację idei kolegialności w Kościele: uznaje wkład biskupów z całego świata, od Stanów Zjednoczonych po Niemcy, Brazylie, Patagonie i Paragwaj. Wykorzystuje koncepcje innych myślicieli, takich jak katolicy Pierre Teilhard de Chardin, Romano Guardini, Dante Alighieri i Juan Carlos Scannone, argentyński nauczyciel Jorgego Bergoglia, protestant Paul Ricoeur czy sufita Ali al-Khawwas – pisze Leonardo Boff, jeden z najważniejszych reprezentantów teologii wyzwolenia, zajmujący się także kwestiami ekologicznymi.

Tygodnik Powszechny: Czy Wesołowski będzie miał proces w Polsce? [Michał Kelm]

11 lipca w Watykanie rozpocznie się proces karny byłego nuncjusza na Dominikanie. Być może będzie on sądzony także w naszym kraju – pisze Michał Kelm. Prokurator generalny Andrzej Seremet otrzymał niedawno zapewnienie od swojego odpowiednika na Dominikanie, że akta sprawy eksnuncjusza Józefa Wesołowskiego, podejrzanego o wykorzystywanie seksualne nieletnich, zostaną przekazane „bez zbędnej zwłoki”, czyli w ciągu kilku najbliższych tygodni. Z kolei rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie potwierdził „Tygodnikowi”, że Wesołowski, w czasie, gdy popełniał przestępstwa, był obywatelem polskim, i pozostaje nim nadal. Oznacza to, iż prawdopodobnie proces byłego nuncjusza toczyć się będzie także w Polsce. Polski kodeks karny stosuje się do obywatela polskiego, który popełnił przestępstwo za granicą, o ile czyn ten jest także uznany za przestępstwo według prawa innego państwa. Z tego, co wiemy, były nuncjusz odpowiadać będzie za pedofilię oraz posiadanie pornografii dziecięcej, a te przestępstwa karane są także na Dominikanie. Zatem pierwsze drzwi zostały już przed polskimi śledczymi otwarte. Należy zapytać, czy pomimo wydania wyroku skazującego w Watykanie, będzie można ścigać byłego dyplomatę w Polsce?

Tygodnik Powszechny: Osobna droga – życie pustelnicze [Magdalena Bilska]

Pustelnią może być mieszkanie w mieście, domek na odludziu, budynek kościelny. Pustelników jest coraz więcej. Ci prawdziwi unikają mediów. – Kiedy zamieszkałem w pustelni, wywołałem w okolicy sensację. Falą napływali do mnie dziwacy. Ktoś przyszedł w worku pokutnym i chciał tu zamieszkać. Pytam: „Ale komu worek będziesz pokazywał? Nikomu nie zaimponujesz”. Ktoś inny przyszedł boso – zimą. Ja na to: „Sarenki mają cię podziwiać? Też chodzą boso” – opowiada o. Janusz Jędryszek, twórca i mieszkaniec franciszkańskiej pustelni na Górze Polanowskiej koło Koszalina. – Dziwakom potrzebny jest tłum, na którym zrobią wrażenie, a nie pustelnia. Pustelnicy zawsze modlili się o to, żeby żadnych cudów nie było, bo będą napływać tłumy. Pustelnika wtedy „diabli biorą” – dodaje. – Pustelnik jednak swoim „nicnierobieniem” prowokuje. Budzi zainteresowanie. Coraz więcej osób szuka właśnie takiej drogi życia – zauważa Magdalena Bilska. Do niedawna jedynymi „legalnymi” pustelnikami w Polsce byli kameduli. W naszym kraju funkcjonują dwa ich klasztory: na Bielanach w Krakowie i w Bieniszewie koło Konina. Mieszkają w osobnych domkach, zachowując milczenie. Zbierają się tylko na modlitwy i kilka razy do roku na wspólne posiłki. Sobór Watykański II odnowił praktykę indywidualnego życia pustelniczego. Pustelnik pisze regułę, według której chce żyć i którą zatwierdza biskup. Na jego też ręce składa śluby pustelnicze: czasowe i wieczyste.

Tygodnik Powszechny: Michał Szyłdrzyński: Szydło premierem, co dalej z Kaczyńskim 

Jeśli PiS wygra wybory, prezes będzie miał swojego prezydenta i premiera, sam pozostając w cieniu. Na czym polega manewr z wysunięciem Beaty Szydło na kandydata do urzędu prezesa rady ministrów? – Kaczyński skopiował ruch Donalda Tuska z Ewą Kopacz. Beata ma być naszą Kopacz, tylko lepszą – tłumaczy ważny polityk prawicy. – Jest ciepła, uśmiecha się, ale też przez swą skromność nie budzi w partii negatywnych emocji. Inny z rozmówców „TP”, wpływowy polityk PiS, dodaje: – Nie pcha się do mediów, nie rywalizuje o dostęp do telewizyjnych studiów, więc nie wywołuje zawiści w szeregach partii ani u pozostałych liderów. Nie jest apodyktyczna, choć potrafi postawić na swoim. Najpoważniejsze wyzwanie dla największej partii opozycyjnej? – Musi teraz znaleźć nową formułę obecności Kaczyńskiego w polityce. Jeśli PiS rzeczywiście wygra wybory, prezes będzie miał swojego prezydenta i premiera, sam pozostanie jednak na zapleczu. Zakładając, że zbliżająca się kampania będzie tak samo skuteczna jak przed wyborami prezydenckimi, Prawo i Sprawiedliwość bez kłopotu sięgnie jesienią po władzę. To jednak oznacza, że postaci kojarzone z radykalnym skrzydłem PiS, Antoni Macierewicz, ale sam Kaczyński również, dalej muszą pozostać w cieniu.  

Tygodnik Powszechny: Idą wakacje: znajdź czas dla swojego dziecka [Przemysław Wilczyński]

Początek wakacji to moment rytualnego popłochu: edukacyjno- -opiekuńcza machina zwalnia, wypuszczając dzieci do domów, gdzie do tej pory bywały jedynie gośćmi. „Mamy wszystko, a nie mamy czasu – napisała trzy miesiące temu na blogu Małgorzata Ohme, psycholożka rozwojowa i terapeutka dziecięca. – Kiedy ktoś mnie pyta o współczesnego rodzica, odpowiadam »Jest lepszy, mądrzejszy, bardziej świadomy, okazuje czułość, rozmawia, pyta, jest ciekawy, rozwija się. Ale… nie ma czasu«”. – Gonimy nawet nie tyle za pieniędzmi, co za pozycją – ocenia prof. Tomasz Szlendak, socjolog z UMK w Toruniu. – I jednocześnie coraz częściej dochodzimy do wniosku, że praca razem z dojazdami i przygotowaniami zabiera nam najzwyczajniej w świecie życie. W latach 2010-11 badaliśmy w Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową przemiany wartości na Pomorzu. Wśród wypowiedzi badanych przewijały się myśli, że być może gonimy za nie wiadomo czym, że omijają nas ważne wydarzenia, jak choćby przyglądanie się rozwojowi dzieci.

Wakacje to czas prosperity firm, które oferują niestandardowe oferty opiekuńcze dla dzieci, których rodzice nie mają czasu. Np. w ofercie firmy „People and Care” znajdziemy: opiekę niani całodobowej, niani VIP (korzystają z niej głównie celebryci, życzący sobie w umowie specjalną klauzulę poufności), niani dwujęzycznej, opieki nad dzieckiem w czasie urlopu czy po zajęciach w przedszkolu.

– Mam dwójkę dzieci. Chcemy z żoną wyjechać na wakacje sami, bo dostajemy tylko dwa tygodnie urlopu rocznie w tym samym okresie. Do załatwienia?– Potrzebujemy na to pięć dni – odpowiada bez wahania dyrektor. 

Tygodnik Powszechny: Patriotyzm portfela [Agnieszka Kamińska]

Zakupy coraz częściej robimy za granicą, bo tak taniej. W kraju zalegamy z podatkami o wartości 45 mld zł. Pora pomyśleć o ojczyźnie. Ryszard Florek, założyciel i prezes firmy Fakro – producenta okien dachowych, obecnego na ponad 50 światowych rynkach – jest orędownikiem gospodarczego patriotyzmu i mówi wprost: najwyższy czas, aby Polacy zaczęli interesować się gospodarką i zrozumieli, jakie znaczenie dla dobrobytu w kraju mają ich decyzje zakupowe. 

– To my, konsumenci, kupując konkretne towary, decydujemy o rozwoju określonych firm, a w konsekwencji o tym, czy stać je na podwyżki, inwestycje, zatrudnienie nowych pracowników i zdobywanie kolejnych rynków – tłumaczy w „Tygodniku Powszechnym” Florek. Podkreśla, że codzienne decyzje podejmowane przy sklepowych półkach mają ogromne znaczenie dla gospodarki i wpływają na dobrobyt – Konsumpcja rodzimych produktów to jeden z filarów wspierających gospodarkę, ale jeśli zapytać Polaków, co oznacza dla nich patriotyzm gospodarczy, najczęstsza odpowiedź brzmi: płacenie podatków. Jeśli to tak oczywiste, to dlaczego zaległości w płaceniu VAT, PIT i CIT przekraczają w Polsce 45 mld złotych (dane za 2014 r., bez odsetek)? 

Tygodnik Powszechny: Moja historia z zen [Ruben L. F. Habito]

Jeśli teologia ma być nie tylko ćwiczeniem w budowaniu słownych konstrukcji, lecz tym, co zawiera jej tradycyjna definicja – a więc „wiarą poszukującą zrozumienia” – musi zawsze powracać do milczenia. Nauczyłem się tego dzięki praktyce zen – pisze Ruben L. F. Habito. Dialog międzyreligijny, zwłaszcza z tak odmiennymi dla teizmu religiami jak buddyzm, wymaga specyficznych kompetencji, aby nie rozpowszechniać w Kościele stereotypów. „Mistrz Yamada nie prosił nas, abyśmy pozostawili wiarę chrześcijańską na progu zendo, ale akceptował nas takimi, jakimi byliśmy. Wzywał do zaangażowania się całym sobą w praktykę zen. Na koniec dodawał z emfazą: „Kiedy w pełni zanurzycie się w zen i będziecie czuli się w tym świecie poza słowami i pojęciami jak w domu, wtedy wróćcie do swoich chrześcijańskich wspólnot, dzielcie się swym doświadczeniem. Używajcie do tego słów i pojęć zaczerpniętych z Biblii i chrześcijańskiej tradycji, które oni rozumieją, i zachęcajcie ich do tego, aby sami zasmakowali tego, co oferuje zen” – pisze Ruben Habito.

Tygodnik Powszechny: 25. Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie

Kiedy Kornelia Binicewicz mówi ze sceny, wędrują ku niej wszystkie spojrzenia. W telawiwskim klubie przy Bulwarze Rotszylda opowiada o nadchodzącym Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie: dziesięciu dniach koncertów, wykładów, warsztatów, wystaw i spacerów. Młoda publiczność zastyga w skupieniu. Będzie jej słuchać do świtu; Kornelia wróci później za konsolę i – jako didżejka – poprowadzi imprezę do końca. W festiwalowym zespole pracuje od siedmiu lat. Odpowiada za koncepcję programu i jego nowe elementy. Po godzinach gra w didżejskim duecie Easy Cheesy, zbiera winylowe płyty i prowadzi audycję Sam Szał w Off Radiu Kraków. Gdy dyrektor Janusz Makuch ciągnie program Festiwalu w klasyczną stronę klezmeru, ona staje na straży izraelskiego offu. Makuch: – Ja jestem z Jeruszalajim, oni są z Tel Awiwu. Pilnuję równowagi między przeszłością i przyszłością. Jeśli czuję, że w tym, co przynosi mi Kornelia i reszta ekipy, jest prawda, przyjmuję to.

Tygodnik Powszechny: „Rok zerowy” i „1945” – zestawienie [Łukasz Najder]

Jeden temat, dwóch autorów i dwie książki. Czytane razem – dają lekturę idealną. Łukasz Najder porównuje “Rok zerowy” Iana Burumy i “1945” Magdaleny Grzebałkowskiej. Książka Magdaleny Grzebałkowskiej jest od książki Iana Burumy krańcowo odmienna. Jej „1945” to narracja reporterska zorientowana na opowieści prywatne, indywidualne losy, poprzez które ujrzeć można dramaty całych narodów, wyroki Historii, mającej za nic czyjeś uczucia, przywiązanie do miejsca urodzenia i życie. W przeciwieństwie do Burumy, który tylko raz czy dwa pozwala sobie na osobiste wtręty – tam gdzie nadmienia o wojennych doświadczeniach ojca – Grzebałkowska jest w swojej książce obecna. Z różnym natężeniem, ale jednak. Świadomie czyni siebie jedną z postaci – opisuje podróże szlakiem bohaterów „1945” i przygody przy poszukiwaniach ostatnich świadków tamtych zdarzeń, rozmawia z nimi – albo z tymi, którzy ich znali i pamiętają, dzieli się z czytelnikiem wątpliwościami natury etyczno-literackiej – nie jest przekonana, czy właściwe jest pisanie o cudzym bólu i stracie z bezpiecznego dystansu, komfortowej pozycji osoby, która nie zaznała tych horrorów.

Tygodnik Powszechny: Widz w muzeum [Beata Chomątowska]

Beata Chomątowska pisze o zmianach w myśleniu o roli muzeum: o widzach, którzy stają się uczestnikami. By uświadomić sobie ewolucję, jaką przeszły prześcigające się dziś innowacyjną ofertą instytucje kultury w Polsce, trzeba cofnąć się do 1996 r., gdy ówczesna dyrektorka departamentu szkolnictwa artystycznego w Ministerstwie Kultury i Sztuki, Agata Bielawska, zaprosiła do wprowadzania programu reform w muzeach dwójkę prekursorów koncepcji edukacji twórczej i muzealnej w Polsce: Majkę Parczewską i Janusza Byszewskiego z Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Zwrot w myśleniu, jaki dokonał się wówczas w polskim muzealnictwie, polegał na przesunięciu uwagi między gościem muzealnym a obiektem. Koncentruje się ona przede wszystkim na widzu. Sam obiekt jest mniej ważny niż człowiek, który odwiedza daną instytucję. 

- W „innym muzeum” człowiek nie tylko zdobywa wiedzę nowoczesnymi metodami, ale przede wszystkim powinien znaleźć miejsce do wyrażania swoich opinii i emocji. Do pracowników należy zaś stworzenie warunków sprzyjających temu, by mógł zaistnieć jako współtwórca sytuacji muzealnych czy galeryjnych, a nie jako pasywny widz czy słuchacz – mówi Byszewski. – Dotąd widz spotykał się z kuratorem, a ten – niczym lider – stawał przed nim i mówił mu, co słuszne. Teraz stoi obok. Nie jest to już spotkanie ornitologa z ptakiem, tylko dwóch ptaków.

Tygodnik Powszechny: Irańska tragikomedia pomyłek [Krzysztof Strachota]

W przeddzień otwarcia na świat, kraj jawi się jako sezam Ali Baby: wielki rynek łaknący towarów, dar dla gospodarki Zachodu. Ale czy to się uda? Czy Zachód rozumie w ogóle Iran? Dzień 30 czerwca 2015 r. ma przejść do historii jako pamiętna data: tego dnia ma zostać podpisane porozumienie między największymi potęgami tego świata (pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ – USA, Rosja, Chiny, Wielka Brytania i Francja – i dodatkowo Niemcy) a Teheranem, w sprawie irańskiego programu nuklearnego. Umowa traktowana jest jak początek nowej ery – choć dotyczy tylko zawieszenia irańskiego programu i dopuszczenia międzynarodowej kontroli do irańskich instalacji, oraz – w zamian za to – zawieszenia międzynarodowych sankcji gospodarczych, wprowadzonych w efekcie kryzysu na tle tegoż programu nuklearnego. Wprowadzane stopniowo od 2006 r., wyłączyły one Iran z gospodarki światowej – i przyniosły, u szczytu światowego kryzysu, ogromne straty głównie zachodnim firmom, obecnym na rynku irańskim. Ale też, koniec końców, zmusiły Teheran do rozmów i obecnych ustępstw.

Tygodnik Powszechny: Witold Repetowicz z Tikritu i Samarry (Irak): Skrwawiony Tygrys

Ilu ich zginęło? Może dwa, a może cztery tysiące. Mord na irackich rekrutach był największą zbrodnią wojenną popełnioną przez dżihadystów. Dziś na odbitych terenach ekshumuje się masowe groby. Słychać szum płynącej wody, odgłos fal rozbijających się o betonowe nadbrzeże. W dole płynie błękitny Tygrys. W oddali widoczna jest zieleń krzewów, porastających odległy, drugi brzeg tej największej – obok Eufratu – rzeki w Iraku. To samo musiał widzieć i słyszeć Saddam Husajn, gdy opuszczał wznoszący się tu niewielki pałacyk – zresztą jeden z wielu, jakie dyktator wzniósł w tej okolicy, zwanej Al-Qusour Al-Re’asiya, czyli po prostu Pałace Prezydenckie. To samo musieli też widzieć i słyszeć iraccy żołnierze, gdy rok temu, w czerwcu 2014 r., terroryści z tzw. Państwa Islamskiego (IS) prowadzili ich obok pałacyku i schodami w dół, na betonowe nabrzeże, aby tu strzałami pozbawiać ich życia. Ciała spadały do Tygrysu, nurt niósł je w dół biegu rzeki, wyrzucając na przestrzeni wielu kilometrów. Dotąd na brzegach znaleziono około 700 ciał. Kolejnych 1200, zabitych w innym miejscu, odkopano w masowych grobach.

Tygodnik Powszechny: Inga Rogg ze Stambułu: Czarne sztandary nad Mosulem 

Choć rok mija od chwili, gdy dżihadyści proklamowali swój „kalifat”, USA nadal nie mają tu dobrej strategii. Dobrej, czyli takiej, w której byłoby miejsce dla irackich szyitów i sunnitów. Noc poślubna w luksusowym hotelu – to ostatni chwyt dżihadystów w wojnie informacyjnej o serca i umysły, która trwa na Bliskim Wschodzie. W opublikowanych w internecie nagraniach ekstremiści z tzw. Państwa Islamskiego zachęcają młode pary z Mosulu i okolicy, by korzystały z usług świeżo wyremontowanego hotelu. Reklama kusi: pierwsze trzy noce mają być bezpłatne. Jednak życie codzienne w tym drugim co do wielkości mieście Iraku, które od roku pozostaje pod kontrolą Państwa Islamskiego, jest znacznie bardziej prozaiczne. Wychodząc z domu, kobiety muszą nosić strój, który zakrywa ich twarz i sylwetkę. Cudzołożnicy i homoseksualiści są skazywani na śmierć; wyrok wykonywany jest przez zrzucenie nieszczęśnika z dachu wieżowca. Złodziejom obcinane są ręce, a politycznym przeciwnikom głowy – egzekucji dokonuje się w miejscach publicznych.

Tygodnik Powszechny: Baśń o emirze Sahary [Wojciech Jagielski]

Pewnie znów – który już raz! – przeżył. Amerykanie, którzy zastawili na niego pułapkę przyznają, że nie ma dowodów, iż udało im się zabić jednego z wodzów Terrorystycznej Międzynarodówki. Pięć milionów dolarów: taką nagrodę obiecali Amerykanie za głowę Muchtara Belmuchtara. On sam przyznałby pewnie, że to uczciwa cena. Szacował ludzkie życie podobnie. Za każdego białego jeńca, których dziesiątkami brał do niewoli na Saharze, żądał 4-5 mln dolarów okupu. Odkąd okrzyknięto go wywrotowcem i rozesłano za nim listy gończe, przynajmniej pół tuzina razy ogłaszano, że pogoni udało się dopaść i zgładzić Belmuchtara. Pierwszy raz, w 1999 r., miał zginąć w walce z żołnierzami rządowymi w Algierii (także w Algierii skazano go dwukrotnie na karę śmierci). Potem miał zginąć na północy Mali: najpierw znów mieli go zabić żołnierze algierscy, za drugim razem, dwa lata temu, wojsko z Czadu. Teraz przyszła kolej na Amerykanów. Nocą z 13 na 14 czerwca dwa samoloty F-15 zrzuciły naprowadzane laserem bomby na domostwo pod pustynnym miasteczkiem Adżdabija we wschodniej Libii, gdzie mieli spotkać się komendanci miejscowych dżihadystów. 

Tygodnik Powszechny: Joachim Trenkner z Berlina: Nasza wielka pomyłka 

Gdy 25 lat temu „skończyła się historia”, pewien Amerykanin powiedział: „Wszyscy zatęsknimy jeszcze za spokojnymi czasami »zimnej wojny«”. Czyżby jego słowa miały się dziś spełniać? Nazwaliśmy to Jesienią Ludów, bo był to koniec epoki: gdy ćwierć wieku temu w Europie Środkowej i Wschodniej załamało się sowieckie imperium, skończyła się też, po 70 latach, era komunistycznej ideologii i jej modelu polityczno-społecznego. Dwuletni okres od jesieni 1989 r. do jesieni 1991 r. oznaczał wyzwolenie dziesiątków milionów ludzi. Wprawdzie nie bezkrwawe (w różnych miejscach rozpadających się Sowietów dochodziło wszak do wojen; wojny ogarnęły też Bałkany), ale jednak niebywale szczęśliwe – zważywszy na jego historyczną skalę. Wtedy, ćwierć wieku temu, świat odetchnął. Zachód (tj. USA i ich sojusznicy) wygrał trwającą ponad 40 lat „zimną wojnę” z sowieckim „evil empire”, imperium zła, jak nazwał je Ronald Reagan – i wielu uwierzyło, że odtąd możliwy jest świat bez konfliktów, w którym triumfować będą wolność i demokracja. Amerykański politolog Francis Fukuyama ogłosił nawet „koniec historii” i początek „wiecznego pokoju”.

Tygodnik Powszechny: Tadeusz A. Olszański: Flandryjskie maki na polach Donbasu

II wojna światowa zamiast wojny ojczyźnianej, czerwone maki zamiast rosyjskich wstążek świętego Jerzego: emancypując się od Kremla, Ukraina buduje dziś nową narrację historyczną. Dwa lata temu zastanawiałem się na łamach „Tygodnika” nad głównym wyzwaniem dla ukraińskiej polityki historycznej: koniecznością pogodzenia pozytywnej pamięci o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej z takąż pamięcią o UPA („TP” nr 27/2013 – red.). Wydawało się to zadaniem nierozwiązalnym. Zresztą polityka historyczna Kijowa za rządów prezydenta Wiktora Janukowycza starała się w ogóle wyciszać pamięć o ukraińskim ruchu niepodległościowym, a akcentowała to, co mogło łączyć pamięć rosyjską i ukraińską. Dziś sytuacja jest inna. Kijów wybrnął z powyższego dylematu, odrzucając określenie „Wielka Wojna Ojczyźniana”, ale nie rezygnując z dumy z ukraińskiego wkładu w pokonanie III Rzeszy. Nowa narracja pamięci narodowej – sformowana w ostatnich miesiącach – jest już dojrzała intelektualnie, a w maju tego roku była propagowana jako oficjalna doktryna państwa. Wejdzie do nauczania szkolnego i będzie kształtować świadomość narodu, zbliżając ukraińską percepcję II wojny światowej do europejskiej. Ale też – poprzez uznanie działalności Ukraińskiej Powstańczej Armii za część tego wkładu – oddalając ją od percepcji polskiej.

 „Tygodnik Powszechny” 26/2015 w kioskach od środy 24 czerwca